piątek, 20 czerwca 2008

Przy obnisku

W chwili zadumy nadchodzi milczenie.
Tylko wzrok łowi melodię ogniska.
Na scenie lasu zaczęły grać cienie.
I mrok nie straszny, oglądany z bliska.

Otchłanie nocy rozjaśnia łan zboża.
Łzy gasną magią radosnego żaru.
Osusza mgłę codzienną ciepła zorza.
Cieszy odwieczna moc boskiego daru.

W łunie płomieni czas płynie niezmienny.
Spala gniew ognia, pragnienie inności.
Światełko życia budzi smutek senny.
I tańczą iskry ginące w ciemności.