Był wieczór i boisko przy drodze
I ja przy nim pod topolą leżę
Rzeki szum szumem liści zagrodzę
Tutaj słychać czyśćcowe pacierze
Taki spokój i chwila zadumy
Dały zmarłym przemawiać gdzieś w środku
Głosem serca przechylam bieguny
Na doczesny spoczynek praprzodków
Śmierć wyczuwam wyraźniej niż życie
Pogrzebany jak w trumnie w swym ciele
Ktoś w pamięci podnosi mnie skrycie
Teraz zmarłbym opłakany wiele
Jeszcze jestem jak Bóg potencjalny
Który zbawić ma wsze pokolenia
Starsi czczą mnie za mój żywot marny
Domysł Boga śmierć w Niego zamienia
Jednak żyję i wącham powietrze
Pachnie chłodem i gwieździstym niebem
Słyszę szlochy i modły najświętsze
Kark opieram o wyschniętą glebę
Tak po części jakbym powstał z martwych
Albo umarł kobiety stęskniony
Bym mógł wskrzesić w niej ze czci odartych
Wielkich przodków niesłusznie straconych
Jestem sam tak wyrwany z kontekstu
Wtedy tam i tu teraz niezmienny
Pozbawiony szans szukam pretekstu
By powołać plan życia niezmierny
piątek, 19 września 2008
Kochanie
Chłonę zapach perfum jak zapowiedź raju.
Wargi me po twarzy twej kochanej błądzą.
Zamkniętych oczu całuję powieki,
Pieszczę Twe usta uchylone żądzą .
W pocałunku ciepłym pławię się z radością.
Dłonie bez mej woli sięgają miejsc skrytych.
Gładkiej skóry dotyk pieści nasze zmysły,
które rozchylają drzwi do miejsc ukrytych.
By sięgnąć płatków różanych rozkoszy,
pieszczotą wilgotną błądzę po Twych udach.
Dłońmi mnie prowadzisz do rozkoszy celu.
Już wiesz , że szczyt blisko , że dziś to się uda.
Reszta jest już krzykiem , rytmem zmysłowości,
rozkoszą powtórzeń w świątyni erosa,
dokąd nas kochanków śliską drogą żądzy
prowadzi miłość , po szczyt , pod niebiosa.
Wargi me po twarzy twej kochanej błądzą.
Zamkniętych oczu całuję powieki,
Pieszczę Twe usta uchylone żądzą .
W pocałunku ciepłym pławię się z radością.
Dłonie bez mej woli sięgają miejsc skrytych.
Gładkiej skóry dotyk pieści nasze zmysły,
które rozchylają drzwi do miejsc ukrytych.
By sięgnąć płatków różanych rozkoszy,
pieszczotą wilgotną błądzę po Twych udach.
Dłońmi mnie prowadzisz do rozkoszy celu.
Już wiesz , że szczyt blisko , że dziś to się uda.
Reszta jest już krzykiem , rytmem zmysłowości,
rozkoszą powtórzeń w świątyni erosa,
dokąd nas kochanków śliską drogą żądzy
prowadzi miłość , po szczyt , pod niebiosa.
O dla Boga
Pozamiatam swój ogród pośmiertnym cierpieniem
Z robaczywych owoców umysłowej pracy.
Nieodwołalnym planem rozłączony z mieniem,
Żebym został olśniony pełnią pustej tacy.
Niewolnik wolnej woli, pytam Stwórcę jego,
Tworzy z ograniczenia, czy tak jest i z Tobą?!
Pytałeś mnie o zdanie, czy chcę bytu swego?!
Dlaczego tak się znęcasz nad moją osobą?
Z robaczywych owoców umysłowej pracy.
Nieodwołalnym planem rozłączony z mieniem,
Żebym został olśniony pełnią pustej tacy.
Niewolnik wolnej woli, pytam Stwórcę jego,
Tworzy z ograniczenia, czy tak jest i z Tobą?!
Pytałeś mnie o zdanie, czy chcę bytu swego?!
Dlaczego tak się znęcasz nad moją osobą?
Brzeg
Po przypływie uniesień na klifie w księżyc wyje łgarz.
W orgazmu preludium wynurzeń pod wiatr opluwa twarz.
I jest ten statek, co przemierza z dawna utarty szlak,
I ta skarpa - z nią walczy ludzki, niezatapialny wrak,
I miłość i żona porzucona pośród oka mgnień,
I nicość i ona szumiejąca pośród wodnych skrzeń.
I stoi ponury, rozdarty u nieba piekieł bram.
I jest ta niezbadana przepaść, gdzie się zapędził sam.
I jest ten moment, gdy dusza tonie wśród odmętów fal.
I jest ta kipiel - w niej przyklęka - w ogień odchodzić żal.
I zmawia pacierz i wlewa w siebie spoza światów moc.
I jak w pokucie robi wydech wprost w najczarniejszą noc.
I jest ta pamięć o dziewczynie, co powyrywała brzeg.
I jest ta miłość, co nie zginie, tylko zakończy bieg.
W orgazmu preludium wynurzeń pod wiatr opluwa twarz.
I jest ten statek, co przemierza z dawna utarty szlak,
I ta skarpa - z nią walczy ludzki, niezatapialny wrak,
I miłość i żona porzucona pośród oka mgnień,
I nicość i ona szumiejąca pośród wodnych skrzeń.
I stoi ponury, rozdarty u nieba piekieł bram.
I jest ta niezbadana przepaść, gdzie się zapędził sam.
I jest ten moment, gdy dusza tonie wśród odmętów fal.
I jest ta kipiel - w niej przyklęka - w ogień odchodzić żal.
I zmawia pacierz i wlewa w siebie spoza światów moc.
I jak w pokucie robi wydech wprost w najczarniejszą noc.
I jest ta pamięć o dziewczynie, co powyrywała brzeg.
I jest ta miłość, co nie zginie, tylko zakończy bieg.
Uwodzenie
Mała szczypta zażyłości,
Jeszcze mniejsza ponaglenia -
Z tym przyłapać w bezradności -
Cały sekret uwodzenia.
Gdy przy innych Cię wyśmiewa,
Niech i Ciebie to rozśmieszy,
Bo potrzebę szukać miewa,
Czym najłatwiej może speszyć.
A gdy zacznie się obrażać,
A nie czujesz się nic winny -
A to lubi się jej zdarzać -
Wskaż jej drogę, gdzie jest inny.
Gdy za Tobą tęsknić zacznie,
A to poznasz po ucieczce,
Niech to widzi, choć nieznacznie,
Że wciąż czekasz na ławeczce.
Kiedy widzisz, że się wzbrania,
Lecz wyraźnie jest radosna -
To jej rodzaj zapraszania -
Konsumpcyjna gra miłosna.
Jeszcze mniejsza ponaglenia -
Z tym przyłapać w bezradności -
Cały sekret uwodzenia.
Gdy przy innych Cię wyśmiewa,
Niech i Ciebie to rozśmieszy,
Bo potrzebę szukać miewa,
Czym najłatwiej może speszyć.
A gdy zacznie się obrażać,
A nie czujesz się nic winny -
A to lubi się jej zdarzać -
Wskaż jej drogę, gdzie jest inny.
Gdy za Tobą tęsknić zacznie,
A to poznasz po ucieczce,
Niech to widzi, choć nieznacznie,
Że wciąż czekasz na ławeczce.
Kiedy widzisz, że się wzbrania,
Lecz wyraźnie jest radosna -
To jej rodzaj zapraszania -
Konsumpcyjna gra miłosna.
Latorośl
Otwarty korek zastały
Piwniczny chłód lato gości;
Zapachniał bukiet dojrzały;
Zwiastuje kres latorośli.
Butelka wina dostała,
Aż człowiek życia dokona,
Poprzez ust czarę przelała
Śluby czystości w zakonach.
Milczenia śluby po nowne
Zmieniają smak adoracji,
Gdy wino w ustach wymowne
Doczeka ostatniej stacji.
Kusiła pragnienie skrycie
Nigdy nie dość spróbowana
Zlizana z ust kropla w micie
Ze smakiem ust rozśpiewana.
Piwniczny chłód lato gości;
Zapachniał bukiet dojrzały;
Zwiastuje kres latorośli.
Butelka wina dostała,
Aż człowiek życia dokona,
Poprzez ust czarę przelała
Śluby czystości w zakonach.
Milczenia śluby po nowne
Zmieniają smak adoracji,
Gdy wino w ustach wymowne
Doczeka ostatniej stacji.
Kusiła pragnienie skrycie
Nigdy nie dość spróbowana
Zlizana z ust kropla w micie
Ze smakiem ust rozśpiewana.
Sen
W żarliwym uścisku nosek jej całować;
Być w pełni, być sobą, żyć drugą osobą!
Jakże mam bez Ciebie, jak mogę być z Tobą?!
Łatwo się wycofać, a później żałować.
Kiedy słońce wschodzi, usta twoje pieszczę;
Kiedy mrok nadchodzi, zmysły słowem rażę;
Kiedy żyć chcesz przy mnie, w sercu Ciebie mieszczę;
Kiedy Ty śnisz o mnie, ja o Tobie marzę!
W mgiełce od fontanny migoczącą tęczą
Ręce blisko myśli, za myśli nie ręczą;
Tutaj już ich nie ma, już chyba są w niebie.
To w uszach szum, to wody śpiew - to dla Ciebie!
Być w pełni, być sobą, żyć drugą osobą!
Jakże mam bez Ciebie, jak mogę być z Tobą?!
Łatwo się wycofać, a później żałować.
Kiedy słońce wschodzi, usta twoje pieszczę;
Kiedy mrok nadchodzi, zmysły słowem rażę;
Kiedy żyć chcesz przy mnie, w sercu Ciebie mieszczę;
Kiedy Ty śnisz o mnie, ja o Tobie marzę!
W mgiełce od fontanny migoczącą tęczą
Ręce blisko myśli, za myśli nie ręczą;
Tutaj już ich nie ma, już chyba są w niebie.
To w uszach szum, to wody śpiew - to dla Ciebie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

