Był wieczór i boisko przy drodze
I ja przy nim pod topolą leżę
Rzeki szum szumem liści zagrodzę
Tutaj słychać czyśćcowe pacierze
Taki spokój i chwila zadumy
Dały zmarłym przemawiać gdzieś w środku
Głosem serca przechylam bieguny
Na doczesny spoczynek praprzodków
Śmierć wyczuwam wyraźniej niż życie
Pogrzebany jak w trumnie w swym ciele
Ktoś w pamięci podnosi mnie skrycie
Teraz zmarłbym opłakany wiele
Jeszcze jestem jak Bóg potencjalny
Który zbawić ma wsze pokolenia
Starsi czczą mnie za mój żywot marny
Domysł Boga śmierć w Niego zamienia
Jednak żyję i wącham powietrze
Pachnie chłodem i gwieździstym niebem
Słyszę szlochy i modły najświętsze
Kark opieram o wyschniętą glebę
Tak po części jakbym powstał z martwych
Albo umarł kobiety stęskniony
Bym mógł wskrzesić w niej ze czci odartych
Wielkich przodków niesłusznie straconych
Jestem sam tak wyrwany z kontekstu
Wtedy tam i tu teraz niezmienny
Pozbawiony szans szukam pretekstu
By powołać plan życia niezmierny
piątek, 19 września 2008
Kochanie
Chłonę zapach perfum jak zapowiedź raju.
Wargi me po twarzy twej kochanej błądzą.
Zamkniętych oczu całuję powieki,
Pieszczę Twe usta uchylone żądzą .
W pocałunku ciepłym pławię się z radością.
Dłonie bez mej woli sięgają miejsc skrytych.
Gładkiej skóry dotyk pieści nasze zmysły,
które rozchylają drzwi do miejsc ukrytych.
By sięgnąć płatków różanych rozkoszy,
pieszczotą wilgotną błądzę po Twych udach.
Dłońmi mnie prowadzisz do rozkoszy celu.
Już wiesz , że szczyt blisko , że dziś to się uda.
Reszta jest już krzykiem , rytmem zmysłowości,
rozkoszą powtórzeń w świątyni erosa,
dokąd nas kochanków śliską drogą żądzy
prowadzi miłość , po szczyt , pod niebiosa.
Wargi me po twarzy twej kochanej błądzą.
Zamkniętych oczu całuję powieki,
Pieszczę Twe usta uchylone żądzą .
W pocałunku ciepłym pławię się z radością.
Dłonie bez mej woli sięgają miejsc skrytych.
Gładkiej skóry dotyk pieści nasze zmysły,
które rozchylają drzwi do miejsc ukrytych.
By sięgnąć płatków różanych rozkoszy,
pieszczotą wilgotną błądzę po Twych udach.
Dłońmi mnie prowadzisz do rozkoszy celu.
Już wiesz , że szczyt blisko , że dziś to się uda.
Reszta jest już krzykiem , rytmem zmysłowości,
rozkoszą powtórzeń w świątyni erosa,
dokąd nas kochanków śliską drogą żądzy
prowadzi miłość , po szczyt , pod niebiosa.
O dla Boga
Pozamiatam swój ogród pośmiertnym cierpieniem
Z robaczywych owoców umysłowej pracy.
Nieodwołalnym planem rozłączony z mieniem,
Żebym został olśniony pełnią pustej tacy.
Niewolnik wolnej woli, pytam Stwórcę jego,
Tworzy z ograniczenia, czy tak jest i z Tobą?!
Pytałeś mnie o zdanie, czy chcę bytu swego?!
Dlaczego tak się znęcasz nad moją osobą?
Z robaczywych owoców umysłowej pracy.
Nieodwołalnym planem rozłączony z mieniem,
Żebym został olśniony pełnią pustej tacy.
Niewolnik wolnej woli, pytam Stwórcę jego,
Tworzy z ograniczenia, czy tak jest i z Tobą?!
Pytałeś mnie o zdanie, czy chcę bytu swego?!
Dlaczego tak się znęcasz nad moją osobą?
Brzeg
Po przypływie uniesień na klifie w księżyc wyje łgarz.
W orgazmu preludium wynurzeń pod wiatr opluwa twarz.
I jest ten statek, co przemierza z dawna utarty szlak,
I ta skarpa - z nią walczy ludzki, niezatapialny wrak,
I miłość i żona porzucona pośród oka mgnień,
I nicość i ona szumiejąca pośród wodnych skrzeń.
I stoi ponury, rozdarty u nieba piekieł bram.
I jest ta niezbadana przepaść, gdzie się zapędził sam.
I jest ten moment, gdy dusza tonie wśród odmętów fal.
I jest ta kipiel - w niej przyklęka - w ogień odchodzić żal.
I zmawia pacierz i wlewa w siebie spoza światów moc.
I jak w pokucie robi wydech wprost w najczarniejszą noc.
I jest ta pamięć o dziewczynie, co powyrywała brzeg.
I jest ta miłość, co nie zginie, tylko zakończy bieg.
W orgazmu preludium wynurzeń pod wiatr opluwa twarz.
I jest ten statek, co przemierza z dawna utarty szlak,
I ta skarpa - z nią walczy ludzki, niezatapialny wrak,
I miłość i żona porzucona pośród oka mgnień,
I nicość i ona szumiejąca pośród wodnych skrzeń.
I stoi ponury, rozdarty u nieba piekieł bram.
I jest ta niezbadana przepaść, gdzie się zapędził sam.
I jest ten moment, gdy dusza tonie wśród odmętów fal.
I jest ta kipiel - w niej przyklęka - w ogień odchodzić żal.
I zmawia pacierz i wlewa w siebie spoza światów moc.
I jak w pokucie robi wydech wprost w najczarniejszą noc.
I jest ta pamięć o dziewczynie, co powyrywała brzeg.
I jest ta miłość, co nie zginie, tylko zakończy bieg.
Uwodzenie
Mała szczypta zażyłości,
Jeszcze mniejsza ponaglenia -
Z tym przyłapać w bezradności -
Cały sekret uwodzenia.
Gdy przy innych Cię wyśmiewa,
Niech i Ciebie to rozśmieszy,
Bo potrzebę szukać miewa,
Czym najłatwiej może speszyć.
A gdy zacznie się obrażać,
A nie czujesz się nic winny -
A to lubi się jej zdarzać -
Wskaż jej drogę, gdzie jest inny.
Gdy za Tobą tęsknić zacznie,
A to poznasz po ucieczce,
Niech to widzi, choć nieznacznie,
Że wciąż czekasz na ławeczce.
Kiedy widzisz, że się wzbrania,
Lecz wyraźnie jest radosna -
To jej rodzaj zapraszania -
Konsumpcyjna gra miłosna.
Jeszcze mniejsza ponaglenia -
Z tym przyłapać w bezradności -
Cały sekret uwodzenia.
Gdy przy innych Cię wyśmiewa,
Niech i Ciebie to rozśmieszy,
Bo potrzebę szukać miewa,
Czym najłatwiej może speszyć.
A gdy zacznie się obrażać,
A nie czujesz się nic winny -
A to lubi się jej zdarzać -
Wskaż jej drogę, gdzie jest inny.
Gdy za Tobą tęsknić zacznie,
A to poznasz po ucieczce,
Niech to widzi, choć nieznacznie,
Że wciąż czekasz na ławeczce.
Kiedy widzisz, że się wzbrania,
Lecz wyraźnie jest radosna -
To jej rodzaj zapraszania -
Konsumpcyjna gra miłosna.
Latorośl
Otwarty korek zastały
Piwniczny chłód lato gości;
Zapachniał bukiet dojrzały;
Zwiastuje kres latorośli.
Butelka wina dostała,
Aż człowiek życia dokona,
Poprzez ust czarę przelała
Śluby czystości w zakonach.
Milczenia śluby po nowne
Zmieniają smak adoracji,
Gdy wino w ustach wymowne
Doczeka ostatniej stacji.
Kusiła pragnienie skrycie
Nigdy nie dość spróbowana
Zlizana z ust kropla w micie
Ze smakiem ust rozśpiewana.
Piwniczny chłód lato gości;
Zapachniał bukiet dojrzały;
Zwiastuje kres latorośli.
Butelka wina dostała,
Aż człowiek życia dokona,
Poprzez ust czarę przelała
Śluby czystości w zakonach.
Milczenia śluby po nowne
Zmieniają smak adoracji,
Gdy wino w ustach wymowne
Doczeka ostatniej stacji.
Kusiła pragnienie skrycie
Nigdy nie dość spróbowana
Zlizana z ust kropla w micie
Ze smakiem ust rozśpiewana.
Sen
W żarliwym uścisku nosek jej całować;
Być w pełni, być sobą, żyć drugą osobą!
Jakże mam bez Ciebie, jak mogę być z Tobą?!
Łatwo się wycofać, a później żałować.
Kiedy słońce wschodzi, usta twoje pieszczę;
Kiedy mrok nadchodzi, zmysły słowem rażę;
Kiedy żyć chcesz przy mnie, w sercu Ciebie mieszczę;
Kiedy Ty śnisz o mnie, ja o Tobie marzę!
W mgiełce od fontanny migoczącą tęczą
Ręce blisko myśli, za myśli nie ręczą;
Tutaj już ich nie ma, już chyba są w niebie.
To w uszach szum, to wody śpiew - to dla Ciebie!
Być w pełni, być sobą, żyć drugą osobą!
Jakże mam bez Ciebie, jak mogę być z Tobą?!
Łatwo się wycofać, a później żałować.
Kiedy słońce wschodzi, usta twoje pieszczę;
Kiedy mrok nadchodzi, zmysły słowem rażę;
Kiedy żyć chcesz przy mnie, w sercu Ciebie mieszczę;
Kiedy Ty śnisz o mnie, ja o Tobie marzę!
W mgiełce od fontanny migoczącą tęczą
Ręce blisko myśli, za myśli nie ręczą;
Tutaj już ich nie ma, już chyba są w niebie.
To w uszach szum, to wody śpiew - to dla Ciebie!
środa, 20 sierpnia 2008
"Czarodziejka Ninona"
Jest na świecie ktoś, kogo nie znam osobiście
Jest na świecie ktoś, kto jest na mojej liście
Ktoś kogo nigdy nie widziałem
Ktoś w kim się zakochałem!
Lecz nie jest to miłość normalna
Taka zwykła, pospolita i banalna
Nie jest dla zwykłych przeznaczona
Jest wspaniała i niespełniona
Czy kiedyś się spotkamy?
Czy razem usiądziemy i pogadamy?
Nie wiem i nie sądzę
I nie powiem ci tego za żadne pieniądze
Po prostu czasem razem klikamy
I ze sobą wspólny czas spędzamy
Rozmawiamy o zwykłych błahostkach
I najrozmaitszych ciekawostkach
?Hihihi? to Jej wdzięczne powiedzonko
Mówi je często, piękne niewiniątko
Jest takim ideałem
Jakiego nigdy jeszcze nie spotkałem
Bystrość i mądrość to cechy wspaniałe
U Niej wręcz doskonałe
Jak gwiazdeczka na ciemnym niebie
Olśniewa mnie w potrzebie
Lubię Ją mocno niesłychanie
Czekam zawsze na jej wezwanie
Taka jest właśnie Ona
Moja kochana Czarodziejka
Jest na świecie ktoś, kto jest na mojej liście
Ktoś kogo nigdy nie widziałem
Ktoś w kim się zakochałem!
Lecz nie jest to miłość normalna
Taka zwykła, pospolita i banalna
Nie jest dla zwykłych przeznaczona
Jest wspaniała i niespełniona
Czy kiedyś się spotkamy?
Czy razem usiądziemy i pogadamy?
Nie wiem i nie sądzę
I nie powiem ci tego za żadne pieniądze
Po prostu czasem razem klikamy
I ze sobą wspólny czas spędzamy
Rozmawiamy o zwykłych błahostkach
I najrozmaitszych ciekawostkach
?Hihihi? to Jej wdzięczne powiedzonko
Mówi je często, piękne niewiniątko
Jest takim ideałem
Jakiego nigdy jeszcze nie spotkałem
Bystrość i mądrość to cechy wspaniałe
U Niej wręcz doskonałe
Jak gwiazdeczka na ciemnym niebie
Olśniewa mnie w potrzebie
Lubię Ją mocno niesłychanie
Czekam zawsze na jej wezwanie
Taka jest właśnie Ona
Moja kochana Czarodziejka
"Skazany na miłość II"
Tej jedynej wszędzie szukam,
Tej co szukała również mnie,
Tej co powie, że mnie kocha,
Tej co do mego barku lgnie.
Tej co twarz rzeźbił artysta,
Tej co oczy jak księżyce,
Tej co usta czerwień czysta,
Tej co wady w niej nie widzę.
Tej co kształty ma powabne,
Tej co piersi istna słodkość,
Tej co ciało piękne, zgrabne,
Tej co nogi czysta rozkosz.
Tej jedynej pragnę tak,
Tej jedynej wymarzonej,
Tej co da mi jakiś znak,
Tej do której stale płonę,
Tej o której ciągle śnię,
Tej co jest mi przeznaczona,
Tej co o tym również wie.
Tej o której wiem, że ona
Nie zostawi nigdy mnie.
Jednak to są puste słowa,
I spuszczona moja głowa,
Bo choć kochać umiem szczerze
I ma miłość w sercu płonie,
To w spełnienie ja nie wierzę,
Bo choć myślę tylko o niej,
Patrząc w przestrzeń zadumany,
Nie usłyszę "Mój kochany"
Od niej. Jestem już pijany
Miłością ogarnięty w pełni
Do tej nierealnej damy.
Szczęście nigdy się nie spełni.
Na ten smutny stan skazany
Jestem, jak ten księżyc w pełni,
Który dnia letniego nie zobaczy.
Taki jest mój los sobaczy.
Tej co szukała również mnie,
Tej co powie, że mnie kocha,
Tej co do mego barku lgnie.
Tej co twarz rzeźbił artysta,
Tej co oczy jak księżyce,
Tej co usta czerwień czysta,
Tej co wady w niej nie widzę.
Tej co kształty ma powabne,
Tej co piersi istna słodkość,
Tej co ciało piękne, zgrabne,
Tej co nogi czysta rozkosz.
Tej jedynej pragnę tak,
Tej jedynej wymarzonej,
Tej co da mi jakiś znak,
Tej do której stale płonę,
Tej o której ciągle śnię,
Tej co jest mi przeznaczona,
Tej co o tym również wie.
Tej o której wiem, że ona
Nie zostawi nigdy mnie.
Jednak to są puste słowa,
I spuszczona moja głowa,
Bo choć kochać umiem szczerze
I ma miłość w sercu płonie,
To w spełnienie ja nie wierzę,
Bo choć myślę tylko o niej,
Patrząc w przestrzeń zadumany,
Nie usłyszę "Mój kochany"
Od niej. Jestem już pijany
Miłością ogarnięty w pełni
Do tej nierealnej damy.
Szczęście nigdy się nie spełni.
Na ten smutny stan skazany
Jestem, jak ten księżyc w pełni,
Który dnia letniego nie zobaczy.
Taki jest mój los sobaczy.
"Ucieczka w stronę słońca"
Smutek żal i przygnębienie
Rzucają swe okrutne cienie.
Chociaż człowiek nie chce tego
Ten cień pada właśnie na niego
Chciałby na słońce wyciągnąć choć dłonie
Lecz mimo wszystko cały w smutku tonie.
I zamyka się tylko w sobie
Zapomina o pewnej osobie
Zapomina że ma przyjaciela
Który zawsze pomocy udziela
Gdy wysłucha wszystkie te słowa
Cień od razu delikatnie się chowa
Przyjaźń może zdziałać też cuda
Może wspólnie cały cień usunąć się uda.
Rzucają swe okrutne cienie.
Chociaż człowiek nie chce tego
Ten cień pada właśnie na niego
Chciałby na słońce wyciągnąć choć dłonie
Lecz mimo wszystko cały w smutku tonie.
I zamyka się tylko w sobie
Zapomina o pewnej osobie
Zapomina że ma przyjaciela
Który zawsze pomocy udziela
Gdy wysłucha wszystkie te słowa
Cień od razu delikatnie się chowa
Przyjaźń może zdziałać też cuda
Może wspólnie cały cień usunąć się uda.
"Przed zaśnięciem"
Na posłaniu ułóż się wygodnie
Muzyką uśpij ciało swoje
Opuszczaj powieki oczu powolnie
Niech zaczną budzić się sny Twoje
Już księżyc niebo zdobi
Dokoła ciemność panuje
Twa dusza senna się robi
Noc teraz marzenia maluje
Brak wszelkiej wokół materii
Zaledwie dwoje ludzi
Tu nie potrzeba już żadnej energii
Do życia miłość ich pobudzi
Gorąca plaża i spokojne morze
Błękit ich dwoje otula
Zbędne jest im tutaj łoże
Zbędna jej suknia i jego koszul
Jak Bóg stworzył Biblijną parę
Tak oni razem nad brzegiem stoją
Zapatrzeni w przypływającą falę
Swe rany i smutki tam koją
Cóż więcej chciałbyś zobaczyć
To Twoją jest tajemnicą
Słońce pragnie promieniem uraczyć
Pożegnaj się więc z senną dziewica
Muzyką uśpij ciało swoje
Opuszczaj powieki oczu powolnie
Niech zaczną budzić się sny Twoje
Już księżyc niebo zdobi
Dokoła ciemność panuje
Twa dusza senna się robi
Noc teraz marzenia maluje
Brak wszelkiej wokół materii
Zaledwie dwoje ludzi
Tu nie potrzeba już żadnej energii
Do życia miłość ich pobudzi
Gorąca plaża i spokojne morze
Błękit ich dwoje otula
Zbędne jest im tutaj łoże
Zbędna jej suknia i jego koszul
Jak Bóg stworzył Biblijną parę
Tak oni razem nad brzegiem stoją
Zapatrzeni w przypływającą falę
Swe rany i smutki tam koją
Cóż więcej chciałbyś zobaczyć
To Twoją jest tajemnicą
Słońce pragnie promieniem uraczyć
Pożegnaj się więc z senną dziewica
"Zawsze tu będę"
Znów się to zbliża
Znów, tak jak dawniej.
Co teraz czynić,
Gdy mną owładnie?
Nie chcę odchodzić
Zawsze tu będę...
Kiedy Cię spotkam,
Czy jeszcze wrócisz?
Co wtedy powiesz,
Jak mnie zawrócisz?
Mogę poczekać
Zawsze tu będę...
Czas ciągle mija
Trop się zaciera
Czy Ty uciekasz,
Czy ja Cię gonię?
Nie ruszę nigdzie
Zawsze tu będę...
Me możliwości
i Twe wymagania
Jestem gotowy
Mogę już sprostać!
Już nie odejdę,
Zawsze tu będę...
Ptaki odlecą,
Burze przeminą,
Czas się przemieni,
W to co przed nami,
Nadziei nie stracę,
Zawsze tu będę...
Znów, tak jak dawniej.
Co teraz czynić,
Gdy mną owładnie?
Nie chcę odchodzić
Zawsze tu będę...
Kiedy Cię spotkam,
Czy jeszcze wrócisz?
Co wtedy powiesz,
Jak mnie zawrócisz?
Mogę poczekać
Zawsze tu będę...
Czas ciągle mija
Trop się zaciera
Czy Ty uciekasz,
Czy ja Cię gonię?
Nie ruszę nigdzie
Zawsze tu będę...
Me możliwości
i Twe wymagania
Jestem gotowy
Mogę już sprostać!
Już nie odejdę,
Zawsze tu będę...
Ptaki odlecą,
Burze przeminą,
Czas się przemieni,
W to co przed nami,
Nadziei nie stracę,
Zawsze tu będę...
"Wspomnienie..."
Czym jest ta miłość?
Powiedz mi kochanie,
Skoro ja nie znam odpowiedzi
Na to krótkie pytanie...
Kiedy ją nosisz
Czy dajesz z siebie,
Powiedz mi proszę,
Bo nie wiem.
Czy kiedy tęsknię,
Czy może płaczę
Czy gdy Cię pieszczę,
Czy może inaczej...
Kocham - to pewne
Dawniej kochałem
I tak jak nigdy
Duszę oddałem.
Dałem ją Tobie,
Bo Ciebie kocham,
Nie oddam nikomu,
Bo czekam....i kocham.
Co czynić mam teraz,
Gdy na Twoje wołanie
Nigdy nie parsknę
"nie teraz kochanie..
Powiedz mi kochanie,
Skoro ja nie znam odpowiedzi
Na to krótkie pytanie...
Kiedy ją nosisz
Czy dajesz z siebie,
Powiedz mi proszę,
Bo nie wiem.
Czy kiedy tęsknię,
Czy może płaczę
Czy gdy Cię pieszczę,
Czy może inaczej...
Kocham - to pewne
Dawniej kochałem
I tak jak nigdy
Duszę oddałem.
Dałem ją Tobie,
Bo Ciebie kocham,
Nie oddam nikomu,
Bo czekam....i kocham.
Co czynić mam teraz,
Gdy na Twoje wołanie
Nigdy nie parsknę
"nie teraz kochanie..
"Świat skopanej ziemi"
Na pustyni też rosną drzewa
Czasem wysokie, często do trzewia
Mieszkają w nich ptaki
Nie stroniąc od draki...
Kiedy są głodne potrafią zabić
Jak są szczęśliwe to mogą ranić
Wzlatują do bram nieba
Poszukując zaledwie chleba
Cokolwiek upolują
Do gniazda przysnują
By dać swoim dzieciom,
Dostając porcję trzecią...
Wzlatują ponownie,
Lecz knują podobnie...
Utrwalają gatunek
Zabawny malunek,
Bo gdy człowiek utrwala,
To inny dom obala...
Wszędzie niezgoda
I szara pogoda.
z drzew liście spadają,
ludzi wciąż zakrywają,
czy wreszcie się zmieni?
Świat skopanej ziemi..
Czasem wysokie, często do trzewia
Mieszkają w nich ptaki
Nie stroniąc od draki...
Kiedy są głodne potrafią zabić
Jak są szczęśliwe to mogą ranić
Wzlatują do bram nieba
Poszukując zaledwie chleba
Cokolwiek upolują
Do gniazda przysnują
By dać swoim dzieciom,
Dostając porcję trzecią...
Wzlatują ponownie,
Lecz knują podobnie...
Utrwalają gatunek
Zabawny malunek,
Bo gdy człowiek utrwala,
To inny dom obala...
Wszędzie niezgoda
I szara pogoda.
z drzew liście spadają,
ludzi wciąż zakrywają,
czy wreszcie się zmieni?
Świat skopanej ziemi..
"Szukam Cię każdego dnia"
Szukam Cię każdego dnia,
Ale to już chyba zbyt długo trwa.
Uczucia nie grają już dla mnie żadnej nuty,
A czekanie przeciąga i tak długie już minuty,
Cierpienie wyżera wszystkie moje słowa,
Egzystuje jako krzycząca niemowa.
Słyszę już tylko głosy sumienia,
Widzę już tylko moje marzenia,
Jak więc usłyszeć masz, kochanie,
Moje nieśmiałe nawoływanie...
Jeśli moje najgłośniejsze wołanie
Kończy się na najbliższej ścianie.
Nie wiem co jeszcze mogę napisać,
Bo pozostaje już tylko wzdychać...
Liczę na to, że kiedyś bariery skruszeją,
To tylko ogrzewa mnie ciepłą nadzieją...
Ale to już chyba zbyt długo trwa.
Uczucia nie grają już dla mnie żadnej nuty,
A czekanie przeciąga i tak długie już minuty,
Cierpienie wyżera wszystkie moje słowa,
Egzystuje jako krzycząca niemowa.
Słyszę już tylko głosy sumienia,
Widzę już tylko moje marzenia,
Jak więc usłyszeć masz, kochanie,
Moje nieśmiałe nawoływanie...
Jeśli moje najgłośniejsze wołanie
Kończy się na najbliższej ścianie.
Nie wiem co jeszcze mogę napisać,
Bo pozostaje już tylko wzdychać...
Liczę na to, że kiedyś bariery skruszeją,
To tylko ogrzewa mnie ciepłą nadzieją...
"Smutek..."
Siedzisz nędznie, nic nie robiąc
W oku łezka Ci się kręci
Czym jest smutek, jak go wyzbyć,
Kiedy poznać, jak odrzucić?
Co masz zrobić by zapomnieć
Kiedy wiesz, że nosisz w sobie
Tę ponurą gęstą gorycz
Której nigdy nie zrozumiesz...
Jak to robią, że są razem
Tobie nigdy się nie uda
Ja nie mogę a on może
Kiedy szydło z worka wyjdzie?
Co masz zrobić, gdy ogarnia
Jak postąpić gdy odchodzi?
Czy się często z tym poczuwasz,
Nigdy przecież sam nie zgadniesz.
To jak nosisz przecież ważne
A nie za kim, czym , dlaczego...
Czy na prawdę cię coś boli,
Czy po prostu to jest modne?
Czy odczuwasz co się dzieje,
Jak to zrobić by szło dobrze...
Kiedy widzisz, że ogarnie
Przytul mocno Twą otuchę
Pozwól sobie na tę słabość
Każdy kiedyś na to zapadł
Każdy kiedyś cierpiał także
Więc nie musisz się zamartwiać
Przecież masz Swą bratnią duszę
Jak jej nie masz to odnajdziesz
Nie odnajdziesz - nie trać wiary....
/już straciłeś - zadzwoń do mnie... /
W oku łezka Ci się kręci
Czym jest smutek, jak go wyzbyć,
Kiedy poznać, jak odrzucić?
Co masz zrobić by zapomnieć
Kiedy wiesz, że nosisz w sobie
Tę ponurą gęstą gorycz
Której nigdy nie zrozumiesz...
Jak to robią, że są razem
Tobie nigdy się nie uda
Ja nie mogę a on może
Kiedy szydło z worka wyjdzie?
Co masz zrobić, gdy ogarnia
Jak postąpić gdy odchodzi?
Czy się często z tym poczuwasz,
Nigdy przecież sam nie zgadniesz.
To jak nosisz przecież ważne
A nie za kim, czym , dlaczego...
Czy na prawdę cię coś boli,
Czy po prostu to jest modne?
Czy odczuwasz co się dzieje,
Jak to zrobić by szło dobrze...
Kiedy widzisz, że ogarnie
Przytul mocno Twą otuchę
Pozwól sobie na tę słabość
Każdy kiedyś na to zapadł
Każdy kiedyś cierpiał także
Więc nie musisz się zamartwiać
Przecież masz Swą bratnią duszę
Jak jej nie masz to odnajdziesz
Nie odnajdziesz - nie trać wiary....
/już straciłeś - zadzwoń do mnie... /
"Kamień"
Cały ten czas minął bez sensu,
Jak kamień co na szyi swobodnie sobie wisiał,
Ale nigdy choć tak blisko, do serca się nie dostał
Z podobnym żalem głowę spuszczam dzisiaj...
Radość znam z opowiadań,
Szczęście znam z przekazów,
Miłość tylko z rozważań,
A prawdziwej nie odczułem ni razu...
Płytkie są to słowa,
Najprostsza fonetyczna forma,
Ale jak się pokusić o prawdziwe frazesy,
Gdy i bez kamienia sama spuszcza się głowa...
Trudno pisać o czymkolwiek,
Gdy człowiekiem niepewność pomiata,
Nie jest już żadną tajemnicą,
że oprócz Niej nie widzę świata...
Jak kamień co na szyi swobodnie sobie wisiał,
Ale nigdy choć tak blisko, do serca się nie dostał
Z podobnym żalem głowę spuszczam dzisiaj...
Radość znam z opowiadań,
Szczęście znam z przekazów,
Miłość tylko z rozważań,
A prawdziwej nie odczułem ni razu...
Płytkie są to słowa,
Najprostsza fonetyczna forma,
Ale jak się pokusić o prawdziwe frazesy,
Gdy i bez kamienia sama spuszcza się głowa...
Trudno pisać o czymkolwiek,
Gdy człowiekiem niepewność pomiata,
Nie jest już żadną tajemnicą,
że oprócz Niej nie widzę świata...
"Jak dzwon..."
Bije Cię ciągle,
Boli nierzadko,
Myśleć nie daje,
lecz nagle przestaje....
Nie wiesz jak?,
kiedy? I dlaczego?..
Ale coś zradza Się w nim ...
ot tak...z niczego
Później już wiesz,
Ale nigdy do końca....
Łamigłówka bolesna,
Pionek zbija gońca.....
I coś dziwnego..
Gdy raz rąbnie mocniej,
Ty się cieszysz z tego....
Często bezowocnie.....
Innym też doskwiera
Tychże szanuj wielce!
Zawsze jest obecne...
Twoje serce....
Boli nierzadko,
Myśleć nie daje,
lecz nagle przestaje....
Nie wiesz jak?,
kiedy? I dlaczego?..
Ale coś zradza Się w nim ...
ot tak...z niczego
Później już wiesz,
Ale nigdy do końca....
Łamigłówka bolesna,
Pionek zbija gońca.....
I coś dziwnego..
Gdy raz rąbnie mocniej,
Ty się cieszysz z tego....
Często bezowocnie.....
Innym też doskwiera
Tychże szanuj wielce!
Zawsze jest obecne...
Twoje serce....
"Czerwony Bębenek"
Radość przynosi,
Lecz w doń uderzasz
Nie zawsze z przekory,
Tę sprawiedliwość wymierzasz.....
Chodzisz z nim
Na razie w swoich myślach
Próbujesz zrozumieć
Co niesie w swych drgnieniach......
Chcesz z nim przebywać,
Gdy smutek Cię wita,
On nie odmówi,
Uśmiechem Cię wita.....
Widziałaś go teraz
I kiedyś w przeszłości,
Nie sprawiło to żalu,
Lecz nutkę zazdrości....
Nie szukasz już przyjaciela,
I nie ważne jak się człowiek dwoi
A ten czerwony bębenek,
Ciągle przy niej stoi.....
Lecz w doń uderzasz
Nie zawsze z przekory,
Tę sprawiedliwość wymierzasz.....
Chodzisz z nim
Na razie w swoich myślach
Próbujesz zrozumieć
Co niesie w swych drgnieniach......
Chcesz z nim przebywać,
Gdy smutek Cię wita,
On nie odmówi,
Uśmiechem Cię wita.....
Widziałaś go teraz
I kiedyś w przeszłości,
Nie sprawiło to żalu,
Lecz nutkę zazdrości....
Nie szukasz już przyjaciela,
I nie ważne jak się człowiek dwoi
A ten czerwony bębenek,
Ciągle przy niej stoi.....
"Przeznaczenie"
Życie - Śmierć
Wybór dokonany
Rzucony w górę kawałek metalu
Otwiera brzegi śmiertelnej rany
Ból - Miłość
Dwie drogi cierpienia
Rzucony w górę kawałek metalu
Prowadzi do zapomnienia
Los - Szczęście
Promyczek Luny
Rzucony w górę kawałek metalu
Puszcza w ruch koło fortuny
Spokój - Sen
O czym umysł marzy
Rzucony w górę kawałek metalu
Jest srebrnym odbiciem twarzy
Światło - brak
Zapadną ciemności
Rzucony w górę kawałek metalu
Rozświetla objęcia samotności
Wybór dokonany
Rzucony w górę kawałek metalu
Otwiera brzegi śmiertelnej rany
Ból - Miłość
Dwie drogi cierpienia
Rzucony w górę kawałek metalu
Prowadzi do zapomnienia
Los - Szczęście
Promyczek Luny
Rzucony w górę kawałek metalu
Puszcza w ruch koło fortuny
Spokój - Sen
O czym umysł marzy
Rzucony w górę kawałek metalu
Jest srebrnym odbiciem twarzy
Światło - brak
Zapadną ciemności
Rzucony w górę kawałek metalu
Rozświetla objęcia samotności
"Kołysanka"
Nie bój się nocy , ona zamyka
światło - tylko na chwilę .
Zegar już tyka ,
słońce się kryje .
Nie bój się nocy , ona nadchodzi .
Wszystko umiera ,
starzy czy młodzi .
Hypnos gęsto swe żniwo zbiera .
Nie bój się nocy , ona ukoi
ból i wszystkie pragnienia ,
lecz tak jak śmierć w gwieździstej zbroi ,
ona też nie zna sumienia .
Nie bój się nocy , ze spiżu demony ,
każdy z nich Srebrną gwiazdkę oddaje .
Wszystkie są częścią Złocistej korony ,
słońca które zasypia , lecz nigdy nie wstaje
światło - tylko na chwilę .
Zegar już tyka ,
słońce się kryje .
Nie bój się nocy , ona nadchodzi .
Wszystko umiera ,
starzy czy młodzi .
Hypnos gęsto swe żniwo zbiera .
Nie bój się nocy , ona ukoi
ból i wszystkie pragnienia ,
lecz tak jak śmierć w gwieździstej zbroi ,
ona też nie zna sumienia .
Nie bój się nocy , ze spiżu demony ,
każdy z nich Srebrną gwiazdkę oddaje .
Wszystkie są częścią Złocistej korony ,
słońca które zasypia , lecz nigdy nie wstaje
Miłość jest potęgą ,
Miłość jest potęgą ,
lecz ja też nie jestem słaby .
Dusze oplecione czerwoną wstęgą ,
nie dla mnie ich powaby .
To jest miłości jedna strona .
Ideał ? Zawsze ? Dziecinna zabawa .
Drugą twarz oplata cierniowa korona ,
ale to już nie moja sprawa .
Znajdziecie kiedyś źródło : jasne , przejrzyste ,
wyżłobienie w skale wykute .
Wody jego będą krystalicznie czyste ,
lecz niestety zatrute .
Miłość spija wszystkie pragnienia .
Ludzie opętani , ślepi
szukajcie w nienawiści zapomnienia .
Niech łyk mej krwi was pokrzepi .
lecz ja też nie jestem słaby .
Dusze oplecione czerwoną wstęgą ,
nie dla mnie ich powaby .
To jest miłości jedna strona .
Ideał ? Zawsze ? Dziecinna zabawa .
Drugą twarz oplata cierniowa korona ,
ale to już nie moja sprawa .
Znajdziecie kiedyś źródło : jasne , przejrzyste ,
wyżłobienie w skale wykute .
Wody jego będą krystalicznie czyste ,
lecz niestety zatrute .
Miłość spija wszystkie pragnienia .
Ludzie opętani , ślepi
szukajcie w nienawiści zapomnienia .
Niech łyk mej krwi was pokrzepi .
"Dziękuję Ci!"
Dziękuje Ci za wszystko,
za dni spędzone z Tobą,
za chwile nienawiści
i za Twą przyjaźń drogą.
Za oczu Twych spojrzenia,
które jak sztylet kłują,
za zapach Twoich włosów,
za wszystko Ci dziękuję.
Dziękuję Ci za poświęcony czas,
za czułe słowa do mnie,
za to, że mnie kochałaś,
dziękuje Ci ogromnie.
I za to, że nocami
myslami przy mnie byłaś
i że tej miłości
trochę się wstydziłaś...
za dni spędzone z Tobą,
za chwile nienawiści
i za Twą przyjaźń drogą.
Za oczu Twych spojrzenia,
które jak sztylet kłują,
za zapach Twoich włosów,
za wszystko Ci dziękuję.
Dziękuję Ci za poświęcony czas,
za czułe słowa do mnie,
za to, że mnie kochałaś,
dziękuje Ci ogromnie.
I za to, że nocami
myslami przy mnie byłaś
i że tej miłości
trochę się wstydziłaś...
SZKATUŁKA"
Mała szkatułka
z pamiątkami od Ciebie
zamknięta na klucz,
schowana w szafie.
Wszystko, co w niej mam,
to nasza miłość:
zamknięta,
zapomniana,
przerwana.
Dziś otwieram szkatułkę
po raz pierwszy od zerwania,
i chowam w niej
me serce
płaczące i tęskniące.
Mała szkatułka
schowana
na nastepne parę
miesięcy.
Otworzę ją,
kiedy wrócisz
- jeśli wrócisz.
z pamiątkami od Ciebie
zamknięta na klucz,
schowana w szafie.
Wszystko, co w niej mam,
to nasza miłość:
zamknięta,
zapomniana,
przerwana.
Dziś otwieram szkatułkę
po raz pierwszy od zerwania,
i chowam w niej
me serce
płaczące i tęskniące.
Mała szkatułka
schowana
na nastepne parę
miesięcy.
Otworzę ją,
kiedy wrócisz
- jeśli wrócisz.
widzę Ciebie
Kiedy wstaję - widzę Ciebie
Kiedy się myję - widzę Ciebie
Kiedy idę - widzę Ciebie
Kiedy się uczę - widzę Ciebie
Kiedy stoję - widzę Ciebie
Kiedy siedzę - widzę Ciebie
Kiedy rozmawiam - widzę Ciebie
Kiedy się śmieję - widzę Ciebie
Kiedy myślę - widzę Ciebie
Kiedy jem - widzę Ciebie
Kiedy piję - widzę Ciebie
Kiedy gram - widzę Ciebie
Kiedy pracuję - widzę Ciebie
Kiedy Cię widzę - widzę Ciebie
Kiedy śpię - widzę Ciebie
TO JEST MIŁOŚĆ
" title="">!
Chyba, że nie znam siebie...
Kiedy się myję - widzę Ciebie
Kiedy idę - widzę Ciebie
Kiedy się uczę - widzę Ciebie
Kiedy stoję - widzę Ciebie
Kiedy siedzę - widzę Ciebie
Kiedy rozmawiam - widzę Ciebie
Kiedy się śmieję - widzę Ciebie
Kiedy myślę - widzę Ciebie
Kiedy jem - widzę Ciebie
Kiedy piję - widzę Ciebie
Kiedy gram - widzę Ciebie
Kiedy pracuję - widzę Ciebie
Kiedy Cię widzę - widzę Ciebie
Kiedy śpię - widzę Ciebie
TO JEST MIŁOŚĆ
Chyba, że nie znam siebie...
"Wszystko"
Oddać Ci wszystko: każdy sen i drgnienie,
Każdy nerw ciała, każdy ruch i krok!
Przeszłość - to tylko o Tobie wspomnienie.
Przyszłość - to tylko Twój najświętszy wzrok!
Oddać Ci wszystko: każde pulsu tętno,
I grosz ostatni i ostatek sił,
Trwonić dla Ciebie swą młodość namiętną,
Znaczyć Ci drogę - krwią serdeczną z żył!
Zaprzeć się! Bluźnić! Z Judaszem paktować,
Żwir na Twej drodze w miękki piasek gryźć!
Natchnioną wiarą zakrzyczeć: "Ach prowadź!"
Gdy mi na własną każesz zgubę iść!
A potem - oddać Ci ostatnie tchnienie,
Skonać spokojnie, wiernie u Twych nóg,
I wstecz spojrzawszy, wierzyć niewzruszenie,
Że tak - za Ciebie-m tylko umrzeć mógł.
Każdy nerw ciała, każdy ruch i krok!
Przeszłość - to tylko o Tobie wspomnienie.
Przyszłość - to tylko Twój najświętszy wzrok!
Oddać Ci wszystko: każde pulsu tętno,
I grosz ostatni i ostatek sił,
Trwonić dla Ciebie swą młodość namiętną,
Znaczyć Ci drogę - krwią serdeczną z żył!
Zaprzeć się! Bluźnić! Z Judaszem paktować,
Żwir na Twej drodze w miękki piasek gryźć!
Natchnioną wiarą zakrzyczeć: "Ach prowadź!"
Gdy mi na własną każesz zgubę iść!
A potem - oddać Ci ostatnie tchnienie,
Skonać spokojnie, wiernie u Twych nóg,
I wstecz spojrzawszy, wierzyć niewzruszenie,
Że tak - za Ciebie-m tylko umrzeć mógł.
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Telefon
Gdybyś Ty wiedziała jak ja Cię bardzo kocham
Moja ukochana
Pieściłabyś się tą miłością
Do białego rana
Otulona misterną sukienką
Utkaną tkliwościami
Wsłuchana w mych szeptów nutki
Natchnione pragnieniami
Gdybyś Ty wiedziała jak ja za Tobą tęsknię
Moja ukochana
Nie mogłabyś przestać marzyć
Do białego rana
Tańczyłabyś boso
Po naszej niebieskiej łące
Czując całym swym ciałem
Moje westchnienia gorące
Gdybyś Ty wiedziała jak ja na Ciebie czekam
Moja ukochana
Nie dałabyś mi tak cierpieć
Bez zapamiętania
Patrzę na milczący telefon od Ciebie
Przeszywa mnie czarne zwątpienie
On pozostanie milczący
A Ty pozostaniesz marzeniem.
Moja ukochana
Pieściłabyś się tą miłością
Do białego rana
Otulona misterną sukienką
Utkaną tkliwościami
Wsłuchana w mych szeptów nutki
Natchnione pragnieniami
Gdybyś Ty wiedziała jak ja za Tobą tęsknię
Moja ukochana
Nie mogłabyś przestać marzyć
Do białego rana
Tańczyłabyś boso
Po naszej niebieskiej łące
Czując całym swym ciałem
Moje westchnienia gorące
Gdybyś Ty wiedziała jak ja na Ciebie czekam
Moja ukochana
Nie dałabyś mi tak cierpieć
Bez zapamiętania
Patrzę na milczący telefon od Ciebie
Przeszywa mnie czarne zwątpienie
On pozostanie milczący
A Ty pozostaniesz marzeniem.
niedziela, 10 sierpnia 2008
Nigdy więcej
Już żaden świt nie będzie tak piękny jak dawniej…
Już żadna modlitwa nie będzie tak pełna nadzieji…
Moje życie znów puste jak bańka,
Na powrót w gorzkie się zmieni.
Już żaden dzień nie będzie budził drżenia…
Już żaden uśmiech nie będzie taki szczery…
Już nigdy więcej nie spotkam spojrzenia,
Co od miesięcy mnie do snu tuli…
Już każdy zachód będzie zwykle szary…
Już każdy deszcz przeminie bez marzenia…
Już żaden gest nie będzie słupem wiary…
Wspomnienia zmienią się w mgielne wydarzenia…
I każda noc będzie nieprzespana…
I każdy dzień niespokojnie zdjęty…
I każdy wschód pełen oczekiwania…
A wokół chęć wiary w obłoku zaklętym…
Bo nie ma sensu więcej żyć w tym świecie…
Bo nie ma sensu walczyć i się zmagać…
Bo nie ma sensu sprzeciwiać się biedzie…
Gdy nie ma serce za kim tęsknić płakać…
Choć widać z daleka…
Choć jest gdzieś w otchłani
Serce człowieka
Co może nakarmić
Głód duszy…
Lecz to za daleko…
Za bardzo wciąż dzieli
Serca utwierdzone tak mocno w nadzieji.
Choć oba kochają,
Tak mocno, tak szczerze…
Choć oba drgają
Wytrwałe w wierze…
Choć oba na widok swój pragną słowa,
To miłość ściska im usta...
Choć obie na wielką ofiarę gotowe
Dusze,
To się nie uda.
Choć oba rozumieć spojrzenia potrafią
I jedno kochają.
Oszustwem się dławią.
To siebie nie znają.
Lecz serce stracone ratuje jedno:
Wiara, że po zachodzie
Słońce wzejdzie na pewno!
Już żadna modlitwa nie będzie tak pełna nadzieji…
Moje życie znów puste jak bańka,
Na powrót w gorzkie się zmieni.
Już żaden dzień nie będzie budził drżenia…
Już żaden uśmiech nie będzie taki szczery…
Już nigdy więcej nie spotkam spojrzenia,
Co od miesięcy mnie do snu tuli…
Już każdy zachód będzie zwykle szary…
Już każdy deszcz przeminie bez marzenia…
Już żaden gest nie będzie słupem wiary…
Wspomnienia zmienią się w mgielne wydarzenia…
I każda noc będzie nieprzespana…
I każdy dzień niespokojnie zdjęty…
I każdy wschód pełen oczekiwania…
A wokół chęć wiary w obłoku zaklętym…
Bo nie ma sensu więcej żyć w tym świecie…
Bo nie ma sensu walczyć i się zmagać…
Bo nie ma sensu sprzeciwiać się biedzie…
Gdy nie ma serce za kim tęsknić płakać…
Choć widać z daleka…
Choć jest gdzieś w otchłani
Serce człowieka
Co może nakarmić
Głód duszy…
Lecz to za daleko…
Za bardzo wciąż dzieli
Serca utwierdzone tak mocno w nadzieji.
Choć oba kochają,
Tak mocno, tak szczerze…
Choć oba drgają
Wytrwałe w wierze…
Choć oba na widok swój pragną słowa,
To miłość ściska im usta...
Choć obie na wielką ofiarę gotowe
Dusze,
To się nie uda.
Choć oba rozumieć spojrzenia potrafią
I jedno kochają.
Oszustwem się dławią.
To siebie nie znają.
Lecz serce stracone ratuje jedno:
Wiara, że po zachodzie
Słońce wzejdzie na pewno!
Wspomnienie
Pragnę móc się cofnąć wstecz
I przypomnieć tamte słowa
I powrócić do tamtych miejsc,
Gdzie się trwała miłość chowa.
Tam, gdzie smutek był nieznany,
Szczęście spływające z ust,
Wszystkie wciąż koiło rany,
Osładzało wierny trud.
Taka piękna miłość, szczera.
Mą nadzieję dała ona...
Nie karz mi jej stąd zabierać!
Chociaż nieodwzajemniona była...
Niech zostanie tu, na miejscu,
Gdzie kominka blask uroczy,
Przypomina wydarzenia,
Co łzy gorzkie cisną w oczy.
I gdy przyjdę tu na powrót,
Chociaż za rok, albo dwa,
Każdy kącik w małym domu
Da mi wspomnień pięknych znak..
I przypomnieć tamte słowa
I powrócić do tamtych miejsc,
Gdzie się trwała miłość chowa.
Tam, gdzie smutek był nieznany,
Szczęście spływające z ust,
Wszystkie wciąż koiło rany,
Osładzało wierny trud.
Taka piękna miłość, szczera.
Mą nadzieję dała ona...
Nie karz mi jej stąd zabierać!
Chociaż nieodwzajemniona była...
Niech zostanie tu, na miejscu,
Gdzie kominka blask uroczy,
Przypomina wydarzenia,
Co łzy gorzkie cisną w oczy.
I gdy przyjdę tu na powrót,
Chociaż za rok, albo dwa,
Każdy kącik w małym domu
Da mi wspomnień pięknych znak..
Przepraszam
Przepraszam, że nie wiem, gdy płaczesz,
Przepraszam, ze jest mnie połowa,
Bo druga jest w Twojej duszy,
Przepraszam, że Cię tak kocham…
Przepraszam, że żyję dla Ciebie,
Bo życie straciłoby sens,
Przepraszam, że widzę na niebie
Prócz Ciebie samotny kres…
Przepraszam, że umiem dostrzegać
Tylko Twe dobre twarze,
Przepraszam, że chcę biec do Ciebie
Bez względu na bieg wydarzeń…
Przepraszam, że wolę cierpieć,
Przepraszam, że wolę iść na bok
By Tobie było lepiej,
Przepraszam zapierwszy krok…
Przepraszam, że tak kocham życie,
Choć nieźle dało mi wkość,
Przepraszam za tajemnice,
Bo ich już także masz dość…
Przepraszam za moją wiarę,
Przepraszam za marzeń krąg,
Przepraszam za mą ofiarę,
Przepraszam za uścisk rąk…
Przepraszam za ciepłe słowa,
Przepraszam za zwykłe„cześć”,
Że nie umiałem schować
Jak bardzo kocham Cię…
Przepraszam, ze jest mnie połowa,
Bo druga jest w Twojej duszy,
Przepraszam, że Cię tak kocham…
Przepraszam, że żyję dla Ciebie,
Bo życie straciłoby sens,
Przepraszam, że widzę na niebie
Prócz Ciebie samotny kres…
Przepraszam, że umiem dostrzegać
Tylko Twe dobre twarze,
Przepraszam, że chcę biec do Ciebie
Bez względu na bieg wydarzeń…
Przepraszam, że wolę cierpieć,
Przepraszam, że wolę iść na bok
By Tobie było lepiej,
Przepraszam zapierwszy krok…
Przepraszam, że tak kocham życie,
Choć nieźle dało mi wkość,
Przepraszam za tajemnice,
Bo ich już także masz dość…
Przepraszam za moją wiarę,
Przepraszam za marzeń krąg,
Przepraszam za mą ofiarę,
Przepraszam za uścisk rąk…
Przepraszam za ciepłe słowa,
Przepraszam za zwykłe„cześć”,
Że nie umiałem schować
Jak bardzo kocham Cię…
Niebo
Tam, gdzie słońce traci blask,
Rzeka drugi koniec ma,
Tam, gdzie góry są dołami,
Tam, gdzie trawką wielki las.
Tam, gdzie czasu sięnie liczy,
Tam, gdzie koniec wszystkich dróg,
Tam, gdzie jest każdego cel,
Tam, gdzie przed przepaścią próg.
Tam, gdzie śmierć sięstaje życiem
I zwycięża cisza krzyk,
Tam, gdzie Ziemia jest odbiciem
Wszystkich snów i marzeń Twych.
Tam, gdzie szczęście łzami spływa,
Tam, gdzie mokra jest pustynia,
Dotyk dłoni mgłę rozmywa,
A nadzieję można trzymać.
Tam, gdzie to, co niemożliwe,
Możesz znaleźć żywą miłość,
Możesz swoje życie przynieść
By na zawsze już tam było.
Rzeka drugi koniec ma,
Tam, gdzie góry są dołami,
Tam, gdzie trawką wielki las.
Tam, gdzie czasu sięnie liczy,
Tam, gdzie koniec wszystkich dróg,
Tam, gdzie jest każdego cel,
Tam, gdzie przed przepaścią próg.
Tam, gdzie śmierć sięstaje życiem
I zwycięża cisza krzyk,
Tam, gdzie Ziemia jest odbiciem
Wszystkich snów i marzeń Twych.
Tam, gdzie szczęście łzami spływa,
Tam, gdzie mokra jest pustynia,
Dotyk dłoni mgłę rozmywa,
A nadzieję można trzymać.
Tam, gdzie to, co niemożliwe,
Możesz znaleźć żywą miłość,
Możesz swoje życie przynieść
By na zawsze już tam było.
Kim jestem?
Kim jestem, kiedy wschodzi słońce…?
Kim jestem, kiedy w srebrny księżyc,
Wchodzą me myśli przez otwarte okno…?
Kim jestem, gdy płyną z mych oczu
Łzy, których nie zliczysz…?
Kim jestem? Tchórzem czy mocą?
Kim jestem, gdy Cię pocieszam,
Choć sam nie znam,czym szczęście?
Kim? Nadzieją czy też przekleństwem?
Kim jestem, gdy mówię prawdę,
Choć ona czasami rani…?
Kim jestem, gdy ją ukrywam
By Cię przed smutkiem ocalić…?
Kim jestem, gdy leją deszcze?
Kim, kiedy sypią śniegi?
Kim? Dobrym schronieniem?
Czy może zimnem tak srogim?
Kim jestem? Kim? Ja dla Ciebie?
Czy umiesz powiedzieć mi szczerze…?
Początkiem czy zakończeniem?
Przyszłością czy już wspomnieniem…?
Kim jestem, kiedy w srebrny księżyc,
Wchodzą me myśli przez otwarte okno…?
Kim jestem, gdy płyną z mych oczu
Łzy, których nie zliczysz…?
Kim jestem? Tchórzem czy mocą?
Kim jestem, gdy Cię pocieszam,
Choć sam nie znam,czym szczęście?
Kim? Nadzieją czy też przekleństwem?
Kim jestem, gdy mówię prawdę,
Choć ona czasami rani…?
Kim jestem, gdy ją ukrywam
By Cię przed smutkiem ocalić…?
Kim jestem, gdy leją deszcze?
Kim, kiedy sypią śniegi?
Kim? Dobrym schronieniem?
Czy może zimnem tak srogim?
Kim jestem? Kim? Ja dla Ciebie?
Czy umiesz powiedzieć mi szczerze…?
Początkiem czy zakończeniem?
Przyszłością czy już wspomnieniem…?
sobota, 2 sierpnia 2008
Marzenia lipcowe
Marzenia lipcowe półsenne
Potu zdobione kropelkami
Tarzają się w zmiętej pościeli
Krzyczą nagimi pragnieniami
Marzenia lipcowe półsenne
Szybują pod naszym niebem
Pijane nocy oddechem
Głodno wołają do Ciebie
Marzenia lipcowe półsenne
Bezwstydnie malują ciał cienie
Zostań ze mną jeszcze proszę
Chcę Cię utulić spełnieniem
Marzenia lipcowe półsenne
Miękkim okryją nas mrokiem
Pomilczą cicho na dobranoc
Mokrym pożegnają wzrokiem.
Potu zdobione kropelkami
Tarzają się w zmiętej pościeli
Krzyczą nagimi pragnieniami
Marzenia lipcowe półsenne
Szybują pod naszym niebem
Pijane nocy oddechem
Głodno wołają do Ciebie
Marzenia lipcowe półsenne
Bezwstydnie malują ciał cienie
Zostań ze mną jeszcze proszę
Chcę Cię utulić spełnieniem
Marzenia lipcowe półsenne
Miękkim okryją nas mrokiem
Pomilczą cicho na dobranoc
Mokrym pożegnają wzrokiem.
Nie wiem
Nie wiem co zrobię gdy Cię spotkam,
o Boże, nie wiem co zrobię,
nie wiem, czy z siebie to wykrztuszę,
nie wiem, czy Ci to powiem.
Nie wiem co zrobię gdy Cię spotkam,
o Boże, czy ja się odważę,
żeby Ci wszystko to wyszeptać
to, o czym bez przerwy marzę.
Nie wiem co zrobię gdy Cię spotkam,
o Boże, może oczami Ci powiem,
że mą największą jesteś tęsknotą,
wzruszenia wilgocią mych powiek.
Nie wiem co zrobię gdy Cię spotkam,
o Boże, niech wreszcie się stanie,
że będziesz mogła zostać dłużej
i ..... i razem zjemy śniadanie.
o Boże, nie wiem co zrobię,
nie wiem, czy z siebie to wykrztuszę,
nie wiem, czy Ci to powiem.
Nie wiem co zrobię gdy Cię spotkam,
o Boże, czy ja się odważę,
żeby Ci wszystko to wyszeptać
to, o czym bez przerwy marzę.
Nie wiem co zrobię gdy Cię spotkam,
o Boże, może oczami Ci powiem,
że mą największą jesteś tęsknotą,
wzruszenia wilgocią mych powiek.
Nie wiem co zrobię gdy Cię spotkam,
o Boże, niech wreszcie się stanie,
że będziesz mogła zostać dłużej
i ..... i razem zjemy śniadanie.
Milczenie
Nie mówię Ci, że tęsknię
Tylko w myśli zamieniam słowa
A one mają chyba wakacje
Bo nie chcą do Ciebie wędrować
Nie mówię Ci, że Cię pragnę
Tylko w myśli zamieniam słowa
A one latem upojone
W obłokach wolą szybować
Nie mówię Ci, że mi smutno
Tylko w myśli zamieniam słowa
A one w nosie mają smutki
Marzenia chcą delektować
Nie mówię Ci, że Cię kocham
Tylko w myśli zamieniam słowa
A one krzyczą w samotności,
Że nie chcą tak dłużej egzystować.
Tylko w myśli zamieniam słowa
A one mają chyba wakacje
Bo nie chcą do Ciebie wędrować
Nie mówię Ci, że Cię pragnę
Tylko w myśli zamieniam słowa
A one latem upojone
W obłokach wolą szybować
Nie mówię Ci, że mi smutno
Tylko w myśli zamieniam słowa
A one w nosie mają smutki
Marzenia chcą delektować
Nie mówię Ci, że Cię kocham
Tylko w myśli zamieniam słowa
A one krzyczą w samotności,
Że nie chcą tak dłużej egzystować.
Fantazje erotyczne
W wyobraźni jestem wiatrem,
co bawi się Twymi włosami,
co delikatnie łaskocze uszy
tajemniczymi szeptami.
W wyobraźni jestem zapachem,
co zmysły drażni przyjemnie,
co goni oddech, napina skórę
i marzyć każe potajemnie.
W wyobraźni jestem wodą,
co z Twego prysznica tryska,
piersi jak płatki kwiatów zrasza
i w intymności ciała się wciska.
W wyobraźni jestem snem,
co fantazję spuszcza z łańcucha,
co nie ma wstydu i żenady
i nie wie co grzech, co skrucha.
W wyobraźni jestem czarodziejem,
co wszystko zamienia w czułości.
"Kwiaty, to także zwykłe listki,
co oszalały z miłości".
co bawi się Twymi włosami,
co delikatnie łaskocze uszy
tajemniczymi szeptami.
W wyobraźni jestem zapachem,
co zmysły drażni przyjemnie,
co goni oddech, napina skórę
i marzyć każe potajemnie.
W wyobraźni jestem wodą,
co z Twego prysznica tryska,
piersi jak płatki kwiatów zrasza
i w intymności ciała się wciska.
W wyobraźni jestem snem,
co fantazję spuszcza z łańcucha,
co nie ma wstydu i żenady
i nie wie co grzech, co skrucha.
W wyobraźni jestem czarodziejem,
co wszystko zamienia w czułości.
"Kwiaty, to także zwykłe listki,
co oszalały z miłości".
Zdrada
Biada ci podła zdrado,
potworze bez sumienia,
obdarłaś mnie z czci i wiary,
zabrałaś mi moje złudzenia.
Karmiłaś mnie kłamstwami,
kazałaś mi piekło przeżyć,
zabrałaś mi moją własność,
co "prawnie" się mi należy.
Mnie, ja, mi, ze mną, o mnie!
ze słodką zemstą się skumam,
ale czy ja kocham naprawdę?
może to tylko urażona duma?
potworze bez sumienia,
obdarłaś mnie z czci i wiary,
zabrałaś mi moje złudzenia.
Karmiłaś mnie kłamstwami,
kazałaś mi piekło przeżyć,
zabrałaś mi moją własność,
co "prawnie" się mi należy.
Mnie, ja, mi, ze mną, o mnie!
ze słodką zemstą się skumam,
ale czy ja kocham naprawdę?
może to tylko urażona duma?
Włosy
Kocham Twoje pachnące włosy
co ubarwione są kasztanami.
Kocham Twoje brązowe oczy
co świecą zalotnie chochlikami.
Kocham tą przenikliwą głębię
Twojego mokrego spojrzenia.
Kocham gdy słodko się śmiejąc
odwiedzasz moje marzenia.
Kocham Twoje rybki w akwarium,
papugę, chomika a nawet i kota.
Kocham te noce biało-niebieskie,
skąpane w żarliwych pieszczotach.
Kocham gdy cicho szepczesz
fragmenty mojego imienia.
Kocham Twój oddech gorący
w bezwstydnych uniesieniach.
Właściwie po co Ci to mówię,
czasu nie cofnę z powrotem.
Spakuję lepiej do zębów szczoteczkę
i następnym przylecę samolotem.
co ubarwione są kasztanami.
Kocham Twoje brązowe oczy
co świecą zalotnie chochlikami.
Kocham tą przenikliwą głębię
Twojego mokrego spojrzenia.
Kocham gdy słodko się śmiejąc
odwiedzasz moje marzenia.
Kocham Twoje rybki w akwarium,
papugę, chomika a nawet i kota.
Kocham te noce biało-niebieskie,
skąpane w żarliwych pieszczotach.
Kocham gdy cicho szepczesz
fragmenty mojego imienia.
Kocham Twój oddech gorący
w bezwstydnych uniesieniach.
Właściwie po co Ci to mówię,
czasu nie cofnę z powrotem.
Spakuję lepiej do zębów szczoteczkę
i następnym przylecę samolotem.
Cicha ciemność
Kiedy już zgasną wszystkie światła
i kurtyna na scenie życia opadnie,
kiedy ucichną wszystkie dźwięki
i cicha ciemność mnie owładnie,
wtedy wiem, choć nie chcę wiedzieć,
że koniec to przedstawienia
i żadnych bisów już nie będzie,
zostaną tu tylko wspomnienia.
Pozostaną łzy żalu i smutek,
gorycz i niemoc zrozumienia,
że jesteśmy tu z krótką wizytą,
poddani prawom istnienia.
Kim jesteś ty czarna kochanko,
co cichą ciemność roznosisz?
tak bardzo chcę tu jeszcze zostać,
lecz ty się nie dasz uprosić.
Jesteś jak konsekwentna matka,
co późną godziną zatroskana,
przerywa najlepszą zabawę,
zmuszając dziecko do spania.
Jesteś jak czuła kochanka,
co uniesieniami zmęczonego,
pieszcząc i tuląc w ramionach,
zabiera w sen ukochanego.
Kiedy nastąpi już cicha ciemność,
nie powiem Wam do widzenia,
skończyła sie rola w teatrze życia,
reszta to tylko wspomnienia.
i kurtyna na scenie życia opadnie,
kiedy ucichną wszystkie dźwięki
i cicha ciemność mnie owładnie,
wtedy wiem, choć nie chcę wiedzieć,
że koniec to przedstawienia
i żadnych bisów już nie będzie,
zostaną tu tylko wspomnienia.
Pozostaną łzy żalu i smutek,
gorycz i niemoc zrozumienia,
że jesteśmy tu z krótką wizytą,
poddani prawom istnienia.
Kim jesteś ty czarna kochanko,
co cichą ciemność roznosisz?
tak bardzo chcę tu jeszcze zostać,
lecz ty się nie dasz uprosić.
Jesteś jak konsekwentna matka,
co późną godziną zatroskana,
przerywa najlepszą zabawę,
zmuszając dziecko do spania.
Jesteś jak czuła kochanka,
co uniesieniami zmęczonego,
pieszcząc i tuląc w ramionach,
zabiera w sen ukochanego.
Kiedy nastąpi już cicha ciemność,
nie powiem Wam do widzenia,
skończyła sie rola w teatrze życia,
reszta to tylko wspomnienia.
Taniec motyli
W czarownym ogrodzie wyobraźni
łzy pokryły płatki kwiatów rosą.
Wokoło tańczą smutne motyle
i tęskne wspomnienia roznoszą.
Wiem, że to koniec, moja ukochana,
ale mi nie mów teraz jeszcze o tym.
Chcę się nauczyć Ciebie na pamięć,
by w snach Cię mieć z powrotem.
Chcę zapamiętać Twoje mądre oczy,
błyszczące wilgotnym spojrzeniem.
Raz jeszcze w ramionach Cię utulić
i uspokoić ciała Twego drżenie.
Chcę zapamiętać Twój uśmiech
figlarny, bezwstydny i dziecinny.
Raz jeszcze poczuć Twój oddech
i szept Twój usłyszeć niewinny.
Wiem, że nie mogę Cię zatrzymać,
kochana, lecz nie moja Eurydyko.
Nie wzięłaś udziału w moim życiu,
byłaś tak blisko, a jednak daleko.
W czarownym ogrodzie wyobraźni
łzy pokryły płatki kwiatów rosą.
Wokoło tańczą smutne motyle
i tęskne wspomnienia roznoszą.
łzy pokryły płatki kwiatów rosą.
Wokoło tańczą smutne motyle
i tęskne wspomnienia roznoszą.
Wiem, że to koniec, moja ukochana,
ale mi nie mów teraz jeszcze o tym.
Chcę się nauczyć Ciebie na pamięć,
by w snach Cię mieć z powrotem.
Chcę zapamiętać Twoje mądre oczy,
błyszczące wilgotnym spojrzeniem.
Raz jeszcze w ramionach Cię utulić
i uspokoić ciała Twego drżenie.
Chcę zapamiętać Twój uśmiech
figlarny, bezwstydny i dziecinny.
Raz jeszcze poczuć Twój oddech
i szept Twój usłyszeć niewinny.
Wiem, że nie mogę Cię zatrzymać,
kochana, lecz nie moja Eurydyko.
Nie wzięłaś udziału w moim życiu,
byłaś tak blisko, a jednak daleko.
W czarownym ogrodzie wyobraźni
łzy pokryły płatki kwiatów rosą.
Wokoło tańczą smutne motyle
i tęskne wspomnienia roznoszą.
Życzę Ci
Życzę Ci dobrego dnia,
dnia bez gonitwy i stresów,
dnia, w którym słońce czas odlicza
i nikt nie wylicza sukcesów.
Życzę Ci odwagi
być sobą, bez zakłamania i picu,
unieść się dumnie ponad krzesło
i pewnie wziąć udział w życiu.
Życzę Ci słońca i deszczu,
na przemian, żeby się nie nudzić,
kiedy Ci słońca będzie za wiele,
to deszcz Cię może ostudzić.
Życzę Ci bezpieczeństwa,
ostoi w rodzinie, prawdziwego domu,
azylu, który Ci da schronienie
i nie powie o niczym nikomu.
Życzę Ci fantazji,
ozdób Twe niebo skrzypcami,
zatańcz ze szczęścia na ulicy
i marząc rozmawiaj z kwiatami.
Życzę Ci zdrowia
dla ciała, miej zdrową duszę,
bo kiedy dusza jest chora,
to ciało przeżywa katusze.
Życzę Ci kolorów,
czarownych barw wesołej tęczy,
barw letnich pachnących ogrodów,
czegóż można chcieć więcej?
Życzę Ci dobrego jutra,
przyjaciół, szczęścia, zapału, uporu,
dużo czasu, pewności siebie,
podróży, pieniędzy i humoru.
Życzę Ci miłości
takiej normalnej głębokiej i szczerej,
ona Ci spełni te wszystkie życzenia
i tego Ci życzę Aniele.
dnia bez gonitwy i stresów,
dnia, w którym słońce czas odlicza
i nikt nie wylicza sukcesów.
Życzę Ci odwagi
być sobą, bez zakłamania i picu,
unieść się dumnie ponad krzesło
i pewnie wziąć udział w życiu.
Życzę Ci słońca i deszczu,
na przemian, żeby się nie nudzić,
kiedy Ci słońca będzie za wiele,
to deszcz Cię może ostudzić.
Życzę Ci bezpieczeństwa,
ostoi w rodzinie, prawdziwego domu,
azylu, który Ci da schronienie
i nie powie o niczym nikomu.
Życzę Ci fantazji,
ozdób Twe niebo skrzypcami,
zatańcz ze szczęścia na ulicy
i marząc rozmawiaj z kwiatami.
Życzę Ci zdrowia
dla ciała, miej zdrową duszę,
bo kiedy dusza jest chora,
to ciało przeżywa katusze.
Życzę Ci kolorów,
czarownych barw wesołej tęczy,
barw letnich pachnących ogrodów,
czegóż można chcieć więcej?
Życzę Ci dobrego jutra,
przyjaciół, szczęścia, zapału, uporu,
dużo czasu, pewności siebie,
podróży, pieniędzy i humoru.
Życzę Ci miłości
takiej normalnej głębokiej i szczerej,
ona Ci spełni te wszystkie życzenia
i tego Ci życzę Aniele.
Skrzydła
Nie przylecę na skrzydłach do Ciebie,
bo wiatr mi niedobry powyrywał pióra.
Nie ulecę skrzydłami ponad chmury,
bo połamane w życiowych wichurach.
Nie przypłynę jachtem do Ciebie,
bo złemu wiatrowi nie po drodze,
a droga do Ciebie jest daleka
i palcem pisana po wodzie.
Nie przyjadę do Ciebie pociągiem,
bo tam gdzie jesteś nie ma torów,
tylko łąk zielenią utkane obrusy,
i kwiaty co pełnią śpiewają kolorów.
Nie uda mi się dojść do Ciebie,
ani dojechać też na rowerze,
a mimo wszystko będę z Tobą,
bo marzeń mi nikt nie odbierze.
bo wiatr mi niedobry powyrywał pióra.
Nie ulecę skrzydłami ponad chmury,
bo połamane w życiowych wichurach.
Nie przypłynę jachtem do Ciebie,
bo złemu wiatrowi nie po drodze,
a droga do Ciebie jest daleka
i palcem pisana po wodzie.
Nie przyjadę do Ciebie pociągiem,
bo tam gdzie jesteś nie ma torów,
tylko łąk zielenią utkane obrusy,
i kwiaty co pełnią śpiewają kolorów.
Nie uda mi się dojść do Ciebie,
ani dojechać też na rowerze,
a mimo wszystko będę z Tobą,
bo marzeń mi nikt nie odbierze.
Ślady
Gdzie mam Cię szukać moja dziewczyno?
na wakacjach, urlopie, czy na wczasach?
Gdzie rzucił Cię los szalony, gdzie jesteś?
nad morzem, jeziorem, w górach, czy lasach?
Szukam Cię wszędzie moją wyobraźnią,
i wszystko co widzę zamieniam w obrazy,
a one przenoszą mnie w świat czarowny,
świat marzeń i pragnień - w świat ekstazy.
Widzę jak stąpasz po mokrej plaży,
ślady na piasku stopami rysując,
a morze się z szumem wylewa za Tobą,
Twej obecności pamiątki "gumując".
Widzę jak płyniesz na żaglach po jeziorze,
żaglówka tnie fale i rzeźbi killwater,
Ty płyniesz dalej i nie widać śladów,
bo wyparta woda wlewa się z powrotem.
Widzę jak chodzisz z koszykiem po lesie,
próbując grzybów wyśledzić kryjówki,
i znów na próżno szukam Twoich śladów,
choć wiem, że tu właśnie zrywałaś borówki.
Czując jak górskim oddychasz powietrzem,
podążam w marzeniach za Tobą górami,
lecz wiatr mi, halny, zabrał zapach Ciebie,
a deszcz resztę śladów wypłukał kroplami.
Powiedz mi powiedz, moja Utęskniona,
czy Cię kiedyś odnajdę i pod jakim niebem?
Gdziekolwiek jesteś daj znać "SMS-em",
a ja - "wyślę siebie e-mail-em do Ciebie".
na wakacjach, urlopie, czy na wczasach?
Gdzie rzucił Cię los szalony, gdzie jesteś?
nad morzem, jeziorem, w górach, czy lasach?
Szukam Cię wszędzie moją wyobraźnią,
i wszystko co widzę zamieniam w obrazy,
a one przenoszą mnie w świat czarowny,
świat marzeń i pragnień - w świat ekstazy.
Widzę jak stąpasz po mokrej plaży,
ślady na piasku stopami rysując,
a morze się z szumem wylewa za Tobą,
Twej obecności pamiątki "gumując".
Widzę jak płyniesz na żaglach po jeziorze,
żaglówka tnie fale i rzeźbi killwater,
Ty płyniesz dalej i nie widać śladów,
bo wyparta woda wlewa się z powrotem.
Widzę jak chodzisz z koszykiem po lesie,
próbując grzybów wyśledzić kryjówki,
i znów na próżno szukam Twoich śladów,
choć wiem, że tu właśnie zrywałaś borówki.
Czując jak górskim oddychasz powietrzem,
podążam w marzeniach za Tobą górami,
lecz wiatr mi, halny, zabrał zapach Ciebie,
a deszcz resztę śladów wypłukał kroplami.
Powiedz mi powiedz, moja Utęskniona,
czy Cię kiedyś odnajdę i pod jakim niebem?
Gdziekolwiek jesteś daj znać "SMS-em",
a ja - "wyślę siebie e-mail-em do Ciebie".
Zmęczone świerki
Jesteś tam, gdzie zmęczone świerki
witając przybysza kołyszą się leniwie,
tam, gdzie las rozdarty dziką rzeką
wyznaje miłość pieszczotliwie.
Jesteś tam, gdzie świat prosty i piękny
można smakować wszystkimi zmysłami,
tam, gdzie kicz i bylejakość nie przyjdą
i nie zagnieżdżą się korzeniami.
Jesteś tam, gdzie pachnie tatarakiem,
miętą, dziewanną, sosną, malinami,
tam, gdzie miłość, tkliwość i szczęście
nie są pustymi tylko słowami.
Jesteś tam, gdzie morze szczęśliwe
falami pieści i na wantach śpiewa,
tam, gdzie namiętność z rozkoszą
do siódmego przenoszą nieba.
Jesteś tam, gdzie wiatr pachnie mrozem,
a słońce się bawi na śniegu perełkami,
tam, gdzie drzewa noszą białe fartuszki,
a krzaki pokryte czapeczkami.
Jesteś tam, gdzie się właśnie wybieram
i możesz być pewna; - 100 % kochanie,
że będę wciąż "online", aż Cię odnajdę,
i na mym skromnym powitam ekranie.
witając przybysza kołyszą się leniwie,
tam, gdzie las rozdarty dziką rzeką
wyznaje miłość pieszczotliwie.
Jesteś tam, gdzie świat prosty i piękny
można smakować wszystkimi zmysłami,
tam, gdzie kicz i bylejakość nie przyjdą
i nie zagnieżdżą się korzeniami.
Jesteś tam, gdzie pachnie tatarakiem,
miętą, dziewanną, sosną, malinami,
tam, gdzie miłość, tkliwość i szczęście
nie są pustymi tylko słowami.
Jesteś tam, gdzie morze szczęśliwe
falami pieści i na wantach śpiewa,
tam, gdzie namiętność z rozkoszą
do siódmego przenoszą nieba.
Jesteś tam, gdzie wiatr pachnie mrozem,
a słońce się bawi na śniegu perełkami,
tam, gdzie drzewa noszą białe fartuszki,
a krzaki pokryte czapeczkami.
Jesteś tam, gdzie się właśnie wybieram
i możesz być pewna; - 100 % kochanie,
że będę wciąż "online", aż Cię odnajdę,
i na mym skromnym powitam ekranie.
Tajemniczy ogród
Jest gdzieś daleko ogród tajemniczy,
ogród za starą, kutą żelazną bramą,
za murem kamiennym białym od słońca,
wtulonym w zieleń światłem skąpaną.
Jest gdzieś daleko ogród czarowny,
ogród, co powstał z tęsknoty i marzeń,
gdzie kwiaty pachną poezją liryczną,
a muzyka upojna nie skąpi wrażeń.
Jest gdzieś daleko ogród romantyczny,
ogród, co go misterna strzeże brama,
którego piękna nie będę mógł opisać,
zamknij więc oczy a zobaczysz sama.
U wrót zieleni słychać skrzypiec drżenie,
co Adagio Secret Garden's rzewnie grają
a nutki te westchnieniem w słowa zaklęte,
Leśmiana i Tuwima poezją przemawiają.
Dalej, wśród wierzb płaczących, tańczą
krople rosy w poranną odziane tkliwość,
to Nocturn Des-Dur i fortepian Chopina
cichutko i lekko żarliwą wyznają miłość.
Jest gdzieś daleko ogród z wyobraźni,
ogród, gdzie nasze mieszkają pragnienia,
pozwól zatańczyć duszy ze wzruszeniem
i łzami mokrymi wypłukać zmartwienia.
ogród za starą, kutą żelazną bramą,
za murem kamiennym białym od słońca,
wtulonym w zieleń światłem skąpaną.
Jest gdzieś daleko ogród czarowny,
ogród, co powstał z tęsknoty i marzeń,
gdzie kwiaty pachną poezją liryczną,
a muzyka upojna nie skąpi wrażeń.
Jest gdzieś daleko ogród romantyczny,
ogród, co go misterna strzeże brama,
którego piękna nie będę mógł opisać,
zamknij więc oczy a zobaczysz sama.
U wrót zieleni słychać skrzypiec drżenie,
co Adagio Secret Garden's rzewnie grają
a nutki te westchnieniem w słowa zaklęte,
Leśmiana i Tuwima poezją przemawiają.
Dalej, wśród wierzb płaczących, tańczą
krople rosy w poranną odziane tkliwość,
to Nocturn Des-Dur i fortepian Chopina
cichutko i lekko żarliwą wyznają miłość.
Jest gdzieś daleko ogród z wyobraźni,
ogród, gdzie nasze mieszkają pragnienia,
pozwól zatańczyć duszy ze wzruszeniem
i łzami mokrymi wypłukać zmartwienia.
Nie mogę
Nie mogę wręczyć Ci kwiatów,
przesłać mogę tylko słowa,
gestów przekazać Ci nie mogę,
tylko słowami je malować.
Nie mogę Ci też zanucić
Twej ulubionej piosenki,
tylko zamienić mogę nutki
na parę strofek maleńkich.
Nie mogę Cię ująć w ramiona
i tulić bez zapomnienia,
nie mogę Ci szeptać do uszka
tego, co w rymy zamieniam.
Nie mogę dać Ci szcześcia,
bo jestem tylko narratorem,
lustrem Twych skrytych marzeń,
Twym czułym adoratorem.
przesłać mogę tylko słowa,
gestów przekazać Ci nie mogę,
tylko słowami je malować.
Nie mogę Ci też zanucić
Twej ulubionej piosenki,
tylko zamienić mogę nutki
na parę strofek maleńkich.
Nie mogę Cię ująć w ramiona
i tulić bez zapomnienia,
nie mogę Ci szeptać do uszka
tego, co w rymy zamieniam.
Nie mogę dać Ci szcześcia,
bo jestem tylko narratorem,
lustrem Twych skrytych marzeń,
Twym czułym adoratorem.
Powiew
Powiew cichy, delikatny powiew
rozdaje listkom czułości,
napełnia spokój niepokojem,
ukrytym pragnieniem miłości.
Powiew ciepły, niespokojny powiew
smaga przed burzą tkliwością,
niewinnie ukrywa pożądanie,
subtelnie pachnie namiętnością.
Powiew gorący, upalny powiew
figlarnie wodzi burzę pod rękę,
zuchwale wyzwala uśpione żądze,
wstydu ostatnią zdziera sukienkę.
Powiew gwałtowny, mocny powiew
jękami zagłusza piorunów grzmoty,
szaleje kipielą zmysłów opętany,
lubieżnie tarzając się w rozkoszy.
Powiew po burzy, rześki powiew
zmęczonym głaszcze uwielbieniem,
listkom i kwiatom niesie odpoczynek,
tuli spełnionym spełnieniem.
rozdaje listkom czułości,
napełnia spokój niepokojem,
ukrytym pragnieniem miłości.
Powiew ciepły, niespokojny powiew
smaga przed burzą tkliwością,
niewinnie ukrywa pożądanie,
subtelnie pachnie namiętnością.
Powiew gorący, upalny powiew
figlarnie wodzi burzę pod rękę,
zuchwale wyzwala uśpione żądze,
wstydu ostatnią zdziera sukienkę.
Powiew gwałtowny, mocny powiew
jękami zagłusza piorunów grzmoty,
szaleje kipielą zmysłów opętany,
lubieżnie tarzając się w rozkoszy.
Powiew po burzy, rześki powiew
zmęczonym głaszcze uwielbieniem,
listkom i kwiatom niesie odpoczynek,
tuli spełnionym spełnieniem.
Lustro
W zaparowanym lustrze
snują się obrazy,
woalką mgły osnute
witraże mych marzeń.
Pośród rosy zawilców,
za pary firanką,
dostrzegam Twoją postać,
tęskna ma kochanko.
Ciało me owładnęły
niepokoju dreszcze,
wciąż sie łudzę nadzieją,
że Cię ujrzę jeszcze.
Dłonie spragnione Ciebie
mgłę drżąco zcierają,
krople płyną po szybie
mirage zmywając.
Za mgły tej obietnicą
spotkać miałem Ciebie,
a w szkle płaczącym rosą
ujrzałem sam siebie.
W zaparowanym lustrze
snują się obrazy,
woalką mgły osnute
witraże mych marzeń.
snują się obrazy,
woalką mgły osnute
witraże mych marzeń.
Pośród rosy zawilców,
za pary firanką,
dostrzegam Twoją postać,
tęskna ma kochanko.
Ciało me owładnęły
niepokoju dreszcze,
wciąż sie łudzę nadzieją,
że Cię ujrzę jeszcze.
Dłonie spragnione Ciebie
mgłę drżąco zcierają,
krople płyną po szybie
mirage zmywając.
Za mgły tej obietnicą
spotkać miałem Ciebie,
a w szkle płaczącym rosą
ujrzałem sam siebie.
W zaparowanym lustrze
snują się obrazy,
woalką mgły osnute
witraże mych marzeń.
Kasztany
Kasztany zapłakane deszczem,
letniej miłości wspomnienia,
wtulone w pożółkłe koszulki,
zziębnięte tęskne marzenia.
Kasztany, rude kasztany,
z śnieżnobiałymi brzuszkami,
siejące wokoło nostalgię,
napawające refleksjami.
Kasztany w kołderkach z liści
zielono-złotych, jesiennych,
grzeją się słodką nadzieją
powrotu do dni wiosennych.
Kasztanowe Twoje włosy,
uśmiech zalotny, kochany,
patrzę i myśląc o Tobie
zaciskam w dłoniach kasztany.
letniej miłości wspomnienia,
wtulone w pożółkłe koszulki,
zziębnięte tęskne marzenia.
Kasztany, rude kasztany,
z śnieżnobiałymi brzuszkami,
siejące wokoło nostalgię,
napawające refleksjami.
Kasztany w kołderkach z liści
zielono-złotych, jesiennych,
grzeją się słodką nadzieją
powrotu do dni wiosennych.
Kasztanowe Twoje włosy,
uśmiech zalotny, kochany,
patrzę i myśląc o Tobie
zaciskam w dłoniach kasztany.
Sorry
Przepraszam,
za te łzy słone,
za smutek na twarzy,
wiem, jestem bufonem,
nie chciałem Cię urazić.
Przepraszam,
za durne uwagi,
za głupotę,
za brak życiowej odwagi
i uczuciową tępotę.
Przepraszam,
za moją upartość,
cynizm i humory,
łazienkę nie wytartą,
pijane wieczory.
Przepraszam,
że nie mam czasu,
że chrapię nocami,
i mimo dojrzałego wieku
latam za babami.
Przepraszam,
za nieczęste kwiaty,
zapomnianą rocznicę,
nie wykręcenie szmaty
i zrzuconą donicę.
Przepraszam,
za niemówienie o tym,
że Ty mą jesteś słabością,
moim jedynym wzlotem,
największą moją miłością.
za te łzy słone,
za smutek na twarzy,
wiem, jestem bufonem,
nie chciałem Cię urazić.
Przepraszam,
za durne uwagi,
za głupotę,
za brak życiowej odwagi
i uczuciową tępotę.
Przepraszam,
za moją upartość,
cynizm i humory,
łazienkę nie wytartą,
pijane wieczory.
Przepraszam,
że nie mam czasu,
że chrapię nocami,
i mimo dojrzałego wieku
latam za babami.
Przepraszam,
za nieczęste kwiaty,
zapomnianą rocznicę,
nie wykręcenie szmaty
i zrzuconą donicę.
Przepraszam,
za niemówienie o tym,
że Ty mą jesteś słabością,
moim jedynym wzlotem,
największą moją miłością.
Czerwone wino
Stół nakryty białym obrusem,
wiosny zasłany kwiatami,
świecznik i wina butelka
z dwoma pełnymi lampkami.
Czerwone, purpurowe wino,
co kwiatom ukradło kolory,
co delikatny ma taki bukiet,
jak naszej miłości "story".
Jedna lampka już prawie pusta,
nie ma Cię, czemu nie przychodzisz?
wiem, pewnie masz korek na drodze,
albo Ci ważny ktoś przeszkodził.
Przygotowałem steak, jak lubisz,
sałata, balsamico, oliwa,
wiesz, pragnę byś była zawsze,
zawsze tylko ze mną szczęśliwa.
Obie lampki są znowu pełne,
choć w jednej już trochę brakuje,
"I will always love you" - ktoś śpiewa,
a mnie tęsknota dołuje.
Czerwone, purpurowe wino,
"Cabernet Sauvignon" smakuję,
zaczynam się skarżyć kwiatom,
że bardzo mi Ciebie brakuje.
Obie lampki są znowu pełne,
choć druga już pusta butelka,
kwiaty cichutko do mnie szepczą,
że miłość jest piękna i wielka.
Czerwone, purpurowe wino,
co naszej miłości ma kolory,
i moje czekanie, i ten świecznik,
i nasze niepowtarzalne "story".
wiosny zasłany kwiatami,
świecznik i wina butelka
z dwoma pełnymi lampkami.
Czerwone, purpurowe wino,
co kwiatom ukradło kolory,
co delikatny ma taki bukiet,
jak naszej miłości "story".
Jedna lampka już prawie pusta,
nie ma Cię, czemu nie przychodzisz?
wiem, pewnie masz korek na drodze,
albo Ci ważny ktoś przeszkodził.
Przygotowałem steak, jak lubisz,
sałata, balsamico, oliwa,
wiesz, pragnę byś była zawsze,
zawsze tylko ze mną szczęśliwa.
Obie lampki są znowu pełne,
choć w jednej już trochę brakuje,
"I will always love you" - ktoś śpiewa,
a mnie tęsknota dołuje.
Czerwone, purpurowe wino,
"Cabernet Sauvignon" smakuję,
zaczynam się skarżyć kwiatom,
że bardzo mi Ciebie brakuje.
Obie lampki są znowu pełne,
choć druga już pusta butelka,
kwiaty cichutko do mnie szepczą,
że miłość jest piękna i wielka.
Czerwone, purpurowe wino,
co naszej miłości ma kolory,
i moje czekanie, i ten świecznik,
i nasze niepowtarzalne "story".
Jak morze szczęśliwe
Jesteś dla mnie moja jedyna
Jak morze szczęśliwe,
Co się falami bawiąc
Pieści mój jacht tak tkliwie
Jesteś dla mnie moja jedyna
Jak wiatru westchnienie,
Co żagle napełnia życiem
A mnie przynosi natchnienie
Jesteś dla mnie moja jedyna
Jak mewy lot radosny,
Co lądu jest zwiastunem
Jak jaskółka wiosny
Jesteś dla mnie moja jedyna
Jak słońce w oddali,
Co w morzu się zanurza
Wesoło serfując na fali
Jesteś dla mnie moja jedyna
Jak cichy port dla żeglarza,
Którego nie ma na morzu, lecz tylko
W marzeń sennych obrazach
Jak morze szczęśliwe,
Co się falami bawiąc
Pieści mój jacht tak tkliwie
Jesteś dla mnie moja jedyna
Jak wiatru westchnienie,
Co żagle napełnia życiem
A mnie przynosi natchnienie
Jesteś dla mnie moja jedyna
Jak mewy lot radosny,
Co lądu jest zwiastunem
Jak jaskółka wiosny
Jesteś dla mnie moja jedyna
Jak słońce w oddali,
Co w morzu się zanurza
Wesoło serfując na fali
Jesteś dla mnie moja jedyna
Jak cichy port dla żeglarza,
Którego nie ma na morzu, lecz tylko
W marzeń sennych obrazach
Wychodzę na spacer
Chcę z Tobą
Czy pójdziesz ze mną?
Będziemy szli Plantami
Spleceni ramionami
A potem nad Wisłą
Upajać będziemy się wiosną
Wiesz, to nie sen, nie zjawa
Ani internetowa zabawa
To są pragnienia młodości
O niespełnionej miłości
To są dorosłe marzenia
O tym czego nie ma?
Chcę z Tobą
Czy pójdziesz ze mną?
Będziemy tutaj razem
Przeciw zbiegowi zdarzeń
Będziemy się kochali
Nawet z takiej oddali
Chcę z Tobą
Czy pójdziesz ze mną?
Wiem, to brzmi absurdalnie
I całkiem nierealnie
Choć każdemu może się zdarzyć
To, o czym nie przestał marzyć
Czy pójdziesz ze mną?
Będziemy szli Plantami
Spleceni ramionami
A potem nad Wisłą
Upajać będziemy się wiosną
Wiesz, to nie sen, nie zjawa
Ani internetowa zabawa
To są pragnienia młodości
O niespełnionej miłości
To są dorosłe marzenia
O tym czego nie ma?
Chcę z Tobą
Czy pójdziesz ze mną?
Będziemy tutaj razem
Przeciw zbiegowi zdarzeń
Będziemy się kochali
Nawet z takiej oddali
Chcę z Tobą
Czy pójdziesz ze mną?
Wiem, to brzmi absurdalnie
I całkiem nierealnie
Choć każdemu może się zdarzyć
To, o czym nie przestał marzyć
Telefon
Gdybyś Ty wiedziała jak ja Cię bardzo kocham
Moja ukochana
Pieściłabyś się tą miłością
Do białego rana
Otulona misterną sukienką
Utkaną tkliwościami
Wsłuchana w mych szeptów nutki
Natchnione pragnieniami
Gdybyś Ty wiedziała jak ja za Tobą tęsknię
Moja ukochana
Nie mogłabyś przestać marzyć
Do białego rana
Tańczyłabyś boso
Po naszej niebieskiej łące
Czując całym swym ciałem
Moje westchnienia gorące
Gdybyś Ty wiedziała jak ja na Ciebie czekam
Moja ukochana
Nie dałabyś mi tak cierpieć
Bez zapamiętania
Patrzę na milczący telefon od Ciebie
Przeszywa mnie czarne zwątpienie
On pozostanie milczący
A Ty pozostaniesz marzeniem.
Moja ukochana
Pieściłabyś się tą miłością
Do białego rana
Otulona misterną sukienką
Utkaną tkliwościami
Wsłuchana w mych szeptów nutki
Natchnione pragnieniami
Gdybyś Ty wiedziała jak ja za Tobą tęsknię
Moja ukochana
Nie mogłabyś przestać marzyć
Do białego rana
Tańczyłabyś boso
Po naszej niebieskiej łące
Czując całym swym ciałem
Moje westchnienia gorące
Gdybyś Ty wiedziała jak ja na Ciebie czekam
Moja ukochana
Nie dałabyś mi tak cierpieć
Bez zapamiętania
Patrzę na milczący telefon od Ciebie
Przeszywa mnie czarne zwątpienie
On pozostanie milczący
A Ty pozostaniesz marzeniem.
Kocham
Kocham
Gdy rano jeszcze na wpół śpiąca
Już na jawie, a jeszcze śniąca
Ślizgasz Twą dłoń błądzącą
Kochanka szukającą
Kocham
Twe czułe przywitania
Twą radość na nasze spotkania
Twój głos w mojej słuchawce
I pocałunki na ławce
Kocham
Jak kwiaty układasz starannie
Jak błogo przeciągasz się w wannie
Jak biegasz boso po plaży
Jak nosisz szczęście na twarzy
Kocham
Każdą z Tobą minutkę
Każdą głosu Twego nutkę
Każdą Twoją pieszczotę
I na miłość ochotę
Kocham
Cię nocą i o dziennej porze
W pokoju, w kuchni i na dworze
Kocham Twe całe istnienie
Kocham Cię, po prostu szalenie
Gdy rano jeszcze na wpół śpiąca
Już na jawie, a jeszcze śniąca
Ślizgasz Twą dłoń błądzącą
Kochanka szukającą
Kocham
Twe czułe przywitania
Twą radość na nasze spotkania
Twój głos w mojej słuchawce
I pocałunki na ławce
Kocham
Jak kwiaty układasz starannie
Jak błogo przeciągasz się w wannie
Jak biegasz boso po plaży
Jak nosisz szczęście na twarzy
Kocham
Każdą z Tobą minutkę
Każdą głosu Twego nutkę
Każdą Twoją pieszczotę
I na miłość ochotę
Kocham
Cię nocą i o dziennej porze
W pokoju, w kuchni i na dworze
Kocham Twe całe istnienie
Kocham Cię, po prostu szalenie
Zostań moją księżniczką
Zostań moją księżniczką
Gdzie tylko będziesz
Zostań moją miłością
Teraz zawsze i wszędzie
Będę Ci towarzyszył
Moimi gestami
Będę za Tobą wodził
Szklistymi oczami
Będę Cię słodko pieścił
Na jawie i we śnie
Będę Cię mocno tulił
Jeśli tylko zechcesz
Będę się bawił czule
Twoimi włosami
Od zimna Cię osłonię
Mymi ramionami
Daj mi się więc napić Ciebie
Zmysłami moimi wszystkimi
Zostań ze mną w mym niebie
Mój skarbie Ty jedyny
Gdzie tylko będziesz
Zostań moją miłością
Teraz zawsze i wszędzie
Będę Ci towarzyszył
Moimi gestami
Będę za Tobą wodził
Szklistymi oczami
Będę Cię słodko pieścił
Na jawie i we śnie
Będę Cię mocno tulił
Jeśli tylko zechcesz
Będę się bawił czule
Twoimi włosami
Od zimna Cię osłonię
Mymi ramionami
Daj mi się więc napić Ciebie
Zmysłami moimi wszystkimi
Zostań ze mną w mym niebie
Mój skarbie Ty jedyny
poniedziałek, 28 lipca 2008
Akt nocy
Czekam na noc
Która połączy spojrzenia zbłądzone
Czekam na moc
Która rozchyli usta spragnione
Czekam na mrok
Który słowa pozwala wymawiać gestami
Czekam na wzrok
Który otworzy ramiona owiane włosami
Czekam
Na ciemność
Która piersi utuli piersiami
Na namiętność, która dłonie obejmie wargami
Na chwilę
Która ciała rozkołysze
Czekam na szczęście
Na błogą ciszę
Która połączy spojrzenia zbłądzone
Czekam na moc
Która rozchyli usta spragnione
Czekam na mrok
Który słowa pozwala wymawiać gestami
Czekam na wzrok
Który otworzy ramiona owiane włosami
Czekam
Na ciemność
Która piersi utuli piersiami
Na namiętność, która dłonie obejmie wargami
Na chwilę
Która ciała rozkołysze
Czekam na szczęście
Na błogą ciszę
Wsrod bieli
Niechaj otworzą się nasze drzwi
By zbudzić nas ze spania
Niech przerwie się pasmo pustych dni
I wyrwą się dusze z czekania
By być wtulonymi w białą łąkę
Pod nami i nad nami
By móc zapomnieć tę rozłąkę
Która chłostała nas nocami
Niech sufit barwę ma niebieską
I przepaść niech będzie pod nami
By zapamiętać tę noc anielską
Która zdobiła nas szczęścia łzami
By zbudzić nas ze spania
Niech przerwie się pasmo pustych dni
I wyrwą się dusze z czekania
By być wtulonymi w białą łąkę
Pod nami i nad nami
By móc zapomnieć tę rozłąkę
Która chłostała nas nocami
Niech sufit barwę ma niebieską
I przepaść niech będzie pod nami
By zapamiętać tę noc anielską
Która zdobiła nas szczęścia łzami
Samotność i ranek
Popatrz kwitną bzy
I konwalie snują woń
Słońce suszy nocy łzy
I przenika nieba toń
Uśmiech
Promyk
Ptaków śpiew
Zieleń
Ranek
Szelest drzew
Dusza zgłodniała na oścież rozchylona
Chłonąc radość
Przygnębienie bierze na ramiona
Popatrz jaki tego skutek
Piękno budzi miłość
A ta rodzi smutek
I konwalie snują woń
Słońce suszy nocy łzy
I przenika nieba toń
Uśmiech
Promyk
Ptaków śpiew
Zieleń
Ranek
Szelest drzew
Dusza zgłodniała na oścież rozchylona
Chłonąc radość
Przygnębienie bierze na ramiona
Popatrz jaki tego skutek
Piękno budzi miłość
A ta rodzi smutek
Gasnący ognik
Para dłoni naszych w dotyku zastygłwszy
Żywego kształtu nie przybiera
A do splątanych zmysłami rozkoszy
Gorzka rzeczywistość nie dociera
Bo dwie dusze wstąpiły
W jedno zespolone ciało
Nie, jego nie rozdzieliły
Ale co poza tym zostało
Żywego kształtu nie przybiera
A do splątanych zmysłami rozkoszy
Gorzka rzeczywistość nie dociera
Bo dwie dusze wstąpiły
W jedno zespolone ciało
Nie, jego nie rozdzieliły
Ale co poza tym zostało
Zrodzona z moich pragnień
Zrodzona z moich pragnień
Namalowana moją wyobraźnią
Snujesz po łące mych marzeń
Sylwetkę leciutką i zwiewną
A ja błądzę za Tobą
Wzrokiem szukającym rysunku twarzy Twojej
Słuchem tęskniącym za pieszczotą głosu Twego
Ustami spragnionymi smaku skóry Twojej
Dłońmi głodnymi dotyku ciała Twego
Miłości Ty moja szaleńcza
Zniewalająca, namiętna, tragiczna
Nie dręcz mej wyobraźni pięknymi nutkami
Daj mi Cię przeżyć ludzkimi zmysłami
Nie każ mi cierpieć tej czarnej tęsknoty
Zanurz mą duszę w otchłani rozkoszy
Namalowana moją wyobraźnią
Snujesz po łące mych marzeń
Sylwetkę leciutką i zwiewną
A ja błądzę za Tobą
Wzrokiem szukającym rysunku twarzy Twojej
Słuchem tęskniącym za pieszczotą głosu Twego
Ustami spragnionymi smaku skóry Twojej
Dłońmi głodnymi dotyku ciała Twego
Miłości Ty moja szaleńcza
Zniewalająca, namiętna, tragiczna
Nie dręcz mej wyobraźni pięknymi nutkami
Daj mi Cię przeżyć ludzkimi zmysłami
Nie każ mi cierpieć tej czarnej tęsknoty
Zanurz mą duszę w otchłani rozkoszy
Subskrybuj:
Posty (Atom)

