poniedziałek, 28 lipca 2008

Akt nocy

Czekam na noc
Która połączy spojrzenia zbłądzone
Czekam na moc
Która rozchyli usta spragnione
Czekam na mrok
Który słowa pozwala wymawiać gestami
Czekam na wzrok
Który otworzy ramiona owiane włosami
Czekam
Na ciemność
Która piersi utuli piersiami
Na namiętność, która dłonie obejmie wargami
Na chwilę
Która ciała rozkołysze
Czekam na szczęście
Na błogą ciszę

Wsrod bieli

Niechaj otworzą się nasze drzwi
By zbudzić nas ze spania
Niech przerwie się pasmo pustych dni
I wyrwą się dusze z czekania
By być wtulonymi w białą łąkę
Pod nami i nad nami
By móc zapomnieć tę rozłąkę
Która chłostała nas nocami
Niech sufit barwę ma niebieską
I przepaść niech będzie pod nami
By zapamiętać tę noc anielską
Która zdobiła nas szczęścia łzami

Samotność i ranek

Popatrz kwitną bzy
I konwalie snują woń
Słońce suszy nocy łzy
I przenika nieba toń
Uśmiech
Promyk
Ptaków śpiew
Zieleń
Ranek
Szelest drzew
Dusza zgłodniała na oścież rozchylona
Chłonąc radość
Przygnębienie bierze na ramiona
Popatrz jaki tego skutek
Piękno budzi miłość
A ta rodzi smutek

Gasnący ognik

Para dłoni naszych w dotyku zastygłwszy
Żywego kształtu nie przybiera
A do splątanych zmysłami rozkoszy
Gorzka rzeczywistość nie dociera
Bo dwie dusze wstąpiły
W jedno zespolone ciało
Nie, jego nie rozdzieliły
Ale co poza tym zostało

Zrodzona z moich pragnień

Zrodzona z moich pragnień
Namalowana moją wyobraźnią
Snujesz po łące mych marzeń
Sylwetkę leciutką i zwiewną

A ja błądzę za Tobą
Wzrokiem szukającym rysunku twarzy Twojej
Słuchem tęskniącym za pieszczotą głosu Twego
Ustami spragnionymi smaku skóry Twojej
Dłońmi głodnymi dotyku ciała Twego

Miłości Ty moja szaleńcza
Zniewalająca, namiętna, tragiczna
Nie dręcz mej wyobraźni pięknymi nutkami
Daj mi Cię przeżyć ludzkimi zmysłami
Nie każ mi cierpieć tej czarnej tęsknoty
Zanurz mą duszę w otchłani rozkoszy

Chcę być wciąż przy Tobie

Chcę być wciąż przy Tobie
Teraz, zawsze i wszędzie
Czuć Twe istnienie w sobie
Zatopić się w Twoją głębię

Chcę być szczoteczką do zębów
Która Cię wita porannie
Chcę być łyżeczką do kawy
Którą trzymasz starannie

Chcę być Twą ranną koszulką
Twoimi myślami
Chcę być rozkoszą słodziutką
Rozkoszy tej łzami

Zabierz mnie więc ze sobą
I zamknij w Twojej torebce
Będziesz szczęśliwa ze mną
Nawet jeżeli mnie nie chcesz

Chciej razem ze mną

Chciej razem ze mną biec bosymi stopami
Po łące pokrytej rosy perełkami
Chciej razem ze mną płynać pod żaglami
Po morzu falującym marzeniami

Chciej razem ze mną wzdychać o północy
I zapadać się w toni anielskiej niemocy
Chciej razem ze mną kwiatuszku kwitnący
Zatracić się w rozkoszach nieustających

Chciej razem ze mną budzić się kochanie
I tkliwe ze mną przeżywać witanie
Chciej razem ze mną dniu wyjść na spotkanie
Chcesz, więc zrób to, moje Ty kochanie

Żegluga

Słoneczko moje o poranku
Uśmiechu mój prześliczny
Witam Cię z dniem ma kochanko
Czuję Twój czar magiczny

Jesteś wiatrem w mych żaglach
Świeżą bryzą na twarzy
Melodią graną na wantach
Zatoką, co chroni od burzy

Żegluj więc ze mną me szczęście
Nimfo Ty moja kochana
Czuję w mej koi Twe serce
Zamykam Cię dłońmi do rana

A gdy wstaję po sennej nocy
By wciągnąć na maszt me żagle
Pieścisz uśmiechem me oczy
I mówisz, witam cię skarbie

I tak płyniemy szczęśliwi
Falując nieustannie
Choć morzem rozdzieleni
Jak dwie morskie latarnie

Pieśćmy się światłem tej miłości
Dopóki nam nie zagaśnie
Skąpani falami namiętności
Żeglarze marzący we śnie

sobota, 26 lipca 2008

Jesienne rozterki

Nie wiem co mam Ci powiedzieć
nie umiem wyśpiewać marzeń
przykrytych jesienną tęsknotą
liśćmi codziennych wydarzeń

Nie wiem jak mam Cię utulić
nie umiem dotknąć Twej twarzy
bo dni jesienne zamgliły
w pamięci mojej obrazy

Nie wiem jak mam Cię objąć
nie czując Twojego istnienia
bo deszcz jesienny wypłukał
pachnące latem wspomnienia

Nie wiem jak mam Cię kochać
czas nas oddziela i przestrzeń
płatkami myśli Cię obsypię
nadzieją na jutro upieszczę

Dla Ciebie

Wyśniłem dla Ciebie kwiaty
bukiety pragnień i marzeń
pachnące tym czego nie było
a co się jeszcze wydarzy.

Wyśniłem dla Ciebie pola
sierpniowym zbożem pachnące
i stóp naszych miękkie ślady
ukryte pod sianem na łące.

Wyśniłem dla Ciebie niebo
co chmury w błękit zamienia
i jeśli już łezkę uroni
to tylko ze wzruszenia.

Wyśniłem dla Ciebie słońce
tulone w dolinie górami
szarotki co szepczą zaklęcia
wrzosy pieszczone mgłami.

Wyśniłem dla Ciebie wiatr
radosny wiatr spełnienia
on mi do Ciebie zaniesie
wszystkie te moje życzenia.

Pożądanie

Ciało Twoje powabne
śpiewa cichym wzdychaniem
napełnia szalone me zmysły
zgłodniałym pożądaniem

Płatki Twojego kwiatu
kuszącą czerwienią proszą
falują skrzydłami motyla
buchają obłędu rozkoszą

Zanurz w kielichu kwiatu
moje nabrzmiałe pragnienie
nasyć bezwstydne me żądze
podaruj mi spełnienie

Deszcz

Deszcz lipcowy, ciepły deszcz
Na skórze toczy kropelki,
Dotyka warg i piersi,
We włosy wplata perełki.

Deszcz lipcowy, letni deszcz
Na listkach rytm wystukuje,
Szumi cichutko zaklęcia,
Marzenia wyczarowuje.

Deszcz lipcowy, wesoły deszcz
Zmoczył Twą białą sukienkę,
Przylepił ją czule do ciała,
Wyrzeźbił nagą panienkę.

Deszcz lipcowy, tęskny deszcz
Nostalgię łzami wypłukuje,
Niech powie Ci o tym wszystkim,
Co w śnie i na jawie czuję.

Nektar

Ty jesteś cała z kwiatów,
które zamienić pragnę w słowa,
z listków i płatków i pręcików,
które słowami chcę całować.

Ty jesteś przebudzeniem,
czułym objęciem wiosny,
makiem na morzu zboża,
bzem fioletowo pachnącym.

Ty jesteś cała z nektaru,
bukietu moich marzeń,
piersi, pośladków i ramion
i z tego, co ma się zdarzyć.

Ty jesteś tkliwym zapachem,
koniczyną na mojej łące,
spełnieniem mojej miłości,
jedynej, nieustającej.

Mówiłem o Tobie

Mówiłem o Tobie wiatrom
Wzdychały
Mówiłem o Tobie deszczom
Płakały

Mówiłem o Tobie śniegom
Topniały
Mówiłem o Tobie pąkom
Rozkwitały

Mówiłem o Tobie kwiatom
Pachniały
Mówiłem o Tobie listkom
Drżały

Mówiłem o Tobie morzu
Szumiało
Mówiłem o Tobie słońcu
Grzało

Mówiłem o Tobie rozstaniu
Milczało
Mówiłem o Tobie cierpieniu
Bolało

Mówiłem o Tobie wszystkim
Rozumieli
Mówiłem, że Cię kocham
Wiedzieli...

chciałbym

chciałbym

Ci myśli kolorowe podarować,
we włosy zapleść marzenia,
łezką tęsknoty Cię utulić,
uwiecznić we wspomnieniach,

chciałbym

być z Tobą w korku na A1,
w Słowacji na jakiejś tam górze,
herbatę z prądem pić w Zakopcu
i dyskutować o kulturze,

chciałbym

patrzeć z Twojego okna nocą,
w pianina wsłuchiwać się dźwięki,
muskać ustami Twoje plecy,
wolne od zwiewnej sukienki,

chciałbym

Ci z ramion pozdejmować troski,
wyprać i wyprasować zmartwienia,
szczepionką szczęścia Cię zaszczepić,
ochronić od cierpienia,

chciałbym

przeżywać wiosnę i jesień z Tobą,
radością w Twej duszy zamieszkać,
być obok Ciebie, kiedy mnie potrzeba,
być ojcem Twojego dziecka.

Rozstanie

Śnieg przykrył pierwiosnki dotyków
w głuche lody zaklął westchnienia
stóp naszych porozwiewał ślady
zostawił nam tylko wspomnienia

Nie moge znaleźć sobie miejsca
gdzie mam Cię szukać, już nie wiem
nie moge znaleźć sobie miejsca
bo w miejscach tych nie ma Ciebie

Zapach Twych włosów i skóry
smak zasypiania i budzenia
ciało Twe drżące namietnością
w ramion splątanych korzeniach

Nie moge znaleźć sobie miejsca
miłości mojej jesteś chlebem
nie moge znaleźć sobie miejsca
bo Ty pod innym stąpasz niebem

Piersi oddechem falujące
usta wilgotne uniesieniem
biodra tańczące rozkoszą
oczy szepczące spełnieniem

Nie moge znaleźć sobie miejsca
w marzeń się kąpię śpiewie
nie moge znaleźć sobie miejsca
bo żyć już nie umiem bez Ciebie.

Krzyk żurawi

Już jesień, moja kochana
Deszcz spłukał letnie wspomnienia
Smutno mi będzie bez kwiatów
Bez Twego ciepłego spojrzenia

Już jesień, moja kochana
Wiatr czesze morze wrzosów
Smutno mi będzie bez zieleni
Bez Twoich rozwianych włosów

Już jesień, moja kochana
Znów coś odeszło w biegu
Smutno mi będzie bez plaży
Bez Twoich uroczych piegów

Już jesień, moja kochana
Ziemia od żalu mgłami dyszy
Smutno mi bardzo jest bez Ciebie
Choć wiem, że słowa me słyszysz

Bo z krzykiem kluczy żurawi
Nostalgia szybuje po niebie
I myśli te moje jesienne
Na skrzydłach niesie do Ciebie.

Ciało

Dotykam lekko strun gitary
Ciało Twe rzeźbiąc graniem
Melodia pachnie całą Tobą
I nutki wypełnia kochaniem

Jesteś pierwotnym grzechem Ewy
Moją nieszczęsną fix ideą
Pragnieniem wody na pustyni
Kochaną moją Dulcyneą

Dotykam lekko strun gitary
W ciała wsłuchując się Twego dźwięki
Obłędem smakuję Ciebie całą
Rozkoszy ciche wygrywam jęki

Jesteś ostatnim mym adresem
Ratunkiem, co wyciąga z dołów
Muzyką, co trzyma mnie przy życiu
Lecz nie mów, proszę, tego nikomu.

Noc czerwcowa

Jesteś mi nocą czerwcową
Bezsenną, od marzeń gorącą
Lipowym gajem, bzem dzikim
Tęsknotą czeremchą pachnącą

Jesteś westchnieniem lata
Odzianym w kwiatów sukienkę
Płynącym stopami po łąkach
Zieleni morze zdobiąc wdziękiem

Jesteś czerwcowym oddechem
Nagości ciał półmrokiem
Dotykiem napiętej skóry
Pożądania smakiem i wzrokiem

Choć jesteś gdzieś tam daleko
I dzieli nas otchłań ciszy
To przytul uszko do tej nocy
A szepty moje usłyszysz.

Dłonie

Zamykam w dłoniach me myśli
A z nimi cząstkę Ciebie
Zamykam w dłoniach wspomnienia
A z nimi cząstkę Ciebie

Zamykam w dłoniach pragnienia
A z nimi cząstkę Ciebie
Zamykam w dłoniach marzenia
A z nimi cząstkę Ciebie

Zamylkam w dłoniach nadzieję
A z nią też cząstkę Ciebie
Zamykam w dłoniach uczucie
A z nim całego siebie.

Listki

Pożółkłe listki wspomnień
Pokryły dywanem myśli
Płaczą puste konary
Za tym, co może się przyśni.

Nie ma już Ciebie i nieba
Co piersi błękitem pieści
Nie ma już morza i fali
Wiatr tylko liśćmi szeleści.

Pożółkłe listki wspomnień
Łezką się kręcą w oku
To już minęło, to już było
Cichutko Kochanie, spokój.

Nie ma już Ciebie i słońca
Co brązem pośladki smaruje
Nie ma już wiatru na plaży
Co szczęścia melodii wtóruje.

Pożółkłe listki wspomnień
Cierpią, chłostane słotą
A myśli moje z nadzieją
Ciebie szukają, Tęsknoto.

Szept

Szepczę do Ciebie cichutko
Wiem, że słowa me słyszysz
Dotykam Cię pragnień nutką
Choć dzieli nas otchłań ciszy

Otulam mą obecnością
Oplatam pieszczot rzeką
Karmię Cię moją czułością
Choć jesteś tak daleko

Ozdabiam Twoje włosy
Śnieżynkami moich myśli
Tonę z Tobą w rozkoszy
Choć tylko gdy się przyśnisz

Wiem, że kiedyś Kochana
Myśli zamienię te w słowa
I będę je z Tobą do rana
Nie tylko szeptem smakował.

Magiczne tchnienie

Nie pozwól mi wrócić na ziemię
Pozostań magicznym tchnieniem
Niech grzeszne moje marzenie
Stanie się Twoim pragnieniem

Spójrz, gdzieś za horyzontem
Wiatr nicpoń łopocze żaglami
A ja za Twoim tęsknię portem
Nadziei się grzejąc myślami

Nie pozwól mi wrócić na ziemię
Bo chcę Ci wyszeptać wierszem
To co jest moim istnieniem
I w życiu jest najważniejsze

Spójrz, gdzieś za horyzontem
Słońce spać poszło z falami
A moje niebo nad jachtem
Zawirowało gwiazdami.

Chcę Ci dać

Chcę Ci dać...

Gałązki brzemienne pąkami
Z dojrzewającymi listkami
Co płód nowego życia noszą
I wiosny o zgodę nie proszą

Chcę Ci dać...

Wodę brzemienną falami
Z głębią perlącą się muszelkami
Co płód nowego życia nosi
I o zgodę żeglarzy nie prosi

Chcę Ci dać...

Myśli brzemienne latami
Z samym sobą rozmowami
Co płód nowego życia noszą
I tylko o dyskrecję proszą

Chcę Ci dać...

Miłość brzemienną snami
O Tobie Kochanie marzeniami
Co płód nowego życia nosi
I nikogo o zgodę nie prosi.

Flamenco

Noc głodna już pogasiła światła
Rozlała za oknem mgły mleko
Wciąż szepczę do Ciebie Kochana
Nawet choć jesteś tak daleko

A Ty odbierasz te wyznania
I czerwoną wachlując sukienką
Gdzieś tam w odległej swej Sevilli
Twojego życia tańczysz flamenco

Myśli o Tobie tulę w ramionach
Wylewam duszę westchnień rzeką
Zostań na chwilę jeszcze Kochana
Nawet choć jesteś tak daleko

A Ty odbierasz te tęsknoty
I czerwoną wachlując sukienką
Gdzieś tam w odległej swej Sevilli
Twojego życia tańczysz flamenco

Maluję zmysłami Twoje ciało
I pieszczę snem pod powieką
Dziękuję, że jesteś... Kochana
Nawet choć jesteś tak daleko

A Ty odbierasz te pragnienia
I czerwoną wachlując sukienką
Gdzieś tam w odległej swej Sevilli
Twojego życia tańczysz flamenco.

Przebiśniegi

Nie płacz nad przebiśniegami
Co same wybrały przedwiośnie
Po ciemku tuląc się główkami
Grzeją duszyczki miłośnie

Nie płacz nad młodą wiosną
Co nagim marznąc przedwiośniem
Gdzieś przykucnęła pod sosną
I nutki stroi radośnie

Nie płacz nad swoją młodością
Co zagubiła się w marzeniach
Ukwieć przedwiośnie miłością
Przebiśniegami spełnienia.

Wierzba

Wybrałem dla Ciebie wierzbę
Rozłożystą w ramionach
Płaczącą, co nie płacze
Lecz tylko jest wzruszona

Wybrałem dla Ciebie wierzbę
Kwitnącą kobiecością
Pachnącą kiełkami życia
Soczystą namiętnością

Wybrałem dla Ciebie wierzbę
Co smutkiem jest rozstania
Ona wyszepcze listkami
Moje ukryte wzdychania

Wybrałem dla Ciebie wierzbę
Zieloną nieśmiertelnością
Dotykającą ziemię niebem
A Ciebie moją miłością.

Cisza

Wsłuchany w uporczywą ciszę
Prasuję spowolniałe myśli
Oddech Twojego ciała słyszę
Przyjdź proszę, albo mi się przyśnij

Pieszczę Twą utęsknioną duszę
Opuszkami zgłodniałych myśli
Już wcale tak cierpieć nie muszę
Bo przyjdziesz, albo mi się przyśnisz

W konarach ramion Cię kołyszę
Mokrym tchnieniem namiętnych myśli
Spełnieniem nakarmiłaś ciszę
Dziękuję, że sen mój się wyśnił.

W łanie

Buszując w łanie bezkresnych myśli
Smakuję czerwień maków uroczych
Przyjdź proszę i tańcząc się przyśnij
By me wilgotne nasycić oczy

Wiatr łanem faluje jak morzem
To w górę, to w dół go unosi
A ja żeglując na fali życia
Nie mam odwagi o więcej prosić

Do snu Twego mnie wpuść Kochanie
Niosę Ci kwiaty najpiękniejsze
Chcę Ci wyszeptać zanim wstaniesz
To, co jest w życiu najważniejsze

Dzięki Tobie

Dzięki Tobie dni moje nabrały znów sensu
A świat wokół dostał uroczych rumieńców
Dzięki Tobie dostrzegam pochowane kwiaty
Widzę ich kolory i czuję zapachy

Dzięki Tobie odkryłem co to czar kochania
I siła tęsknoty i smutek rozstania
Dzięki Tobie spoglądam nocami na gwiazdy
I biegam myślami do marzeń oazy

Dzięki Tobie zacząłem znowu śpiewać
I tkliwe nutki na papier przelewać
Dzięki Tobie poznałem co to pożądanie
I smak rozkoszy i zmysłów granie

Dzięki Tobie czuję się bajecznie
I chcę, by stan ten potrwał wiecznie
Dzięki Tobie, moja ukochana
Nie zmrużę znów oka aż do rana

Pocałunki

Wiem,
nie można bezkarnie całować,
ale nie mogę się opanować.
Jak nazwać mam te pocałunki?
To pożądania mego wizerunki.
To warg mych wilgotnych drżenie,
na nasze spotkanie, na nasze widzenie.
To pieszczotą nabrzmiałe cmokania,
co żarem rozpalają do kochania.
To te kłamstwem słodzone,
i te od żony kradzione.
Te w lesie i w łódce na wodzie,
i na parkingu w samochodzie.
To te w parku na ławce i w hotelu,
i jak męża nie ma, u Ciebie w fotelu.
Wszystkie liryczne są one,
i wszystkie tak wymarzone.

Chcę Ci powiedzieć

Jesteś ciepłym wiatrem
Mego słońca promieniem
Dni i nocy rozkoszą
Mym słodkim pragnieniem

Chciałbym Ci dziś powiedzieć
Że czekam z utęsknieniem
By Cię wreszcie zobaczyć
I mym utulić ramieniem

Ja tak czekam na Ciebie
Każdym dnia zdarzeniem
Dusza moja tułacza
Przepojona cierpieniem

Kiedy zamykam oczy
Zmęczony dnia brzemieniem
Nie jest mi smutno, ja wiem
Ty przyjdziesz z sennym marzeniem

A kiedy budzę się rano
Pieszczony snu wspomnieniem
Odkrywam Cię wciąż na nowo
Cieszę się Twoim istnieniem

I jeszcze chcę Ci powiedzieć
Że Cię tak kocham szalenie
I jeszcze chcę Ci wyszeptać
Ty jesteś mym uwielbieniem

Ulewa

Widzę bukiet kwiatów w delikatnych dłoniach
Szczęście na twarzy
Falujące leciutko włosy przy skroniach
Upalne morze na dzikiej pustej plaży

A wiatr wieje i wizje rozwiewa
Krople stukają o szyby
Płaczą drzewa

Widzę Twoją głowę w moich ramionach
Bioder i piersi klawiaturę
Wiatr bawiący się piaskiem na wydmach
Fale muskające skórę

A deszcz pada i marzenia zmywa
Chylą się mokre kwiaty
Po listkach woda spływa

Widzę wiszący na wieszaku płaszcz
Słyszę w ciemności wymawiane słowa
Gdzie jesteś
Kogo teraz masz

Przepraszam
To nie zwątpienie
To ta cisza niespokojna deszczowa

Łabędzica

Łabędzisz się wokół
zachwycasz mnie łopotem unoszącym miliony kropli nad wodą
dostojnie opływasz sobą
uwodzisz prośbą okruchów
falą malującą coraz szersze koło

zauroczony uroczą ptasią mową
jestem wierzbami dotyków i trawami słuchu
bliźniakami chmur w lustrze ruchomym zlanym w krągły potok

Ptasisz się wokół całą sobą
anielisz bielą
dmuchawcami puchu zanosisz światu myśli lekkich nasion

ja je zasadzam w wilgoć napisanej gleby.

piątek, 18 lipca 2008

Boję się jutra.

Jakie upokorzenia przyjdzie jeszcze znieść?
Z jaką samotnością się zmierzyć?
Czy "jutro" będzie gorsze niż "dzisiaj"?
albo czy będzie lepsze?
Kolejne złudzenia znów nie chcą dotknąć prawdy.
Kiedy dla nikogo się nie licze
Kiedy codzienność jest tak smutna i zła,
rzeczywistość szara i bez wyrazu,
a perspektywa przyszłości mnie przytłacza.
Kiedy życie przelatuje obok ciebie, a ty
mimo rozpaczliwych prób
w żaden sposób nie możesz go pochwycić.
Kiedy wszystko się wali, a nic nie chce poukładać.
Kiedy wystarczy chwila, żeby cały świat przestał istnieć
i wszystko straciło sens (sens - czyli coś, czego nigdy nie było).
Kiedy wszystkie marzenia okazują się fikcją,
bo kolejny deszcz niepowodzeń uświadamia ci,
że żadne z nich nie ma prawa się spełnić
i kiedy dokładnie wiesz co będzie dalej.
Kiedy zamiast żyć - przeżywasz
Kiedy wszystkim wokół jest wszystko jedno,
czy jesteś, czy cię nie ma.
Kiedy żadne czułe spojrzenie nie spotka się z twoim
gdy rzucasz rozpaczliwe wezwania SOS,
które spadają ci na nos, bo nikt nie chce ich pochwycić.
Kiedy wciąż przed kimś grasz
udając, że jakoś się trzymasz, podczas gdy tak naprawdę
dawno się rozsypałeś.
Kiedy czujesz się tak, że lepiej byłoby już nic nie czuć.
Kiedy nie ma się na czym oprzeć...
Wtedy wzbiera rozpacz, która cię pochłania.
Przy każdym niepowodzeniu,
przy każdym upokorzeniu,
pustce...
Kolejna kropla rozpaczy dołącza do pozostałych
by mnie zatopić.
Tone.
Dlaczego tak trudno jest zrobić coś,
co dla innych mogłoby wydawać się najprostsze?
Dlaczego gdy przestaję oddychać
po chwili jakiś odruch, nad którym nie panuję
każe mi nabrać powietrza?
Dlaczego życie jest chwilami (chwilami?)
takie podłe i uporczywe?
Dlaczego tak trudno jest zrobić sobie miejsce na ziemi
i dlaczego mnie się to nie udaje?
Dlaczego potrzebuję czuć, że jestem kochany
i dlaczego tego nie czuję?
Tak trudno jest żyć, gdy nikogo nie razi moja nieobecność!
Gdy nie ma już marzeń, postanowień, ideałów,
wiary, młodości, nadziei,
celów, szczęścia, miłości, prawdy...
Nie ma nic.
Jest tylko szara pusta, dziura zamiast serca.
Kolejny dzień do przeżycia - wyzwanie, które ma wymiar wyroku.
Kolejna wiosna, chociaż wcale na nią nie czekam...
Gdy ktoś utracił nadzieję zwykle nie dba o resztę.
Niech zgaśnie słońce i nie będzie jutra.
Żeby już więcej nie bolało..."

Samotność

Zegar wybił już dziesiąty raz...
Nadal stoję na drodze
Pełnej kamieni i głębokich dołów.

Ciemność przeszywa mnie całego.
Gwiazdy odwróciły się i
Nie chcą pomóc w odnalezieniu Ciebie.

Jak dziecko, które błądzi i
Krzyczy o pomoc do matki do ojca
Tak ja krzyczę lecz nie mam do kogo.

Bezustannie poszukuje Twoich oczu.
Rozpaczliwie rozglądam się, by
Ujrzeć blask bijących świateł.

Jestem sam, a nadal czuję
Twój oddech na ramieniu.
Jak wtedy, gdy błądziłem po lesie.

Nagle powiał gwałtownie wiatr
Z początku myślałem, że to Twój głos
Lecz teraz znam już całą prawdę.

Zegar wybił już dziesiąty raz
Lecz tym razem mnie nie ma
Droga jest pusta i zimna...
Nie ma mnie...
Nie ma....
Nie...

"Tylko śpij"

Tylko śpij i aż śpij
A mnie prowadź tam
Tam gdzie jesteś
Chcę być tam gdzie ty
W niebie, czemu nie
W piekle aż na dnie
Będę wszędzie, wszędzie będę
Czy to ważne gdzie to będzie
Więc przytul się i śpij
Tylko czas nie chodzi spać
Bo ma czas, jest twardy
O tak jak głaz
Jutro zbudzisz dzień
Jutro ja twój cień
Będę wszędzie, wszędzie będę
Nawet, gdy mnie już nie będzie
Tylko śpij i aż śpij
Wniebowzięty chór
Wszystkich świętych
Patrzy na nas w dół
A to tylko ty
A to tylko ja
Ty maleństwo niepojęte
Boże życie bywa piękne
Już przytul się i śpij
Czekolady pełna noc
Gwiazdy jak cukierki
Ech czas je zdjąć
Jutro obudź dzień
Jutro ja twój cień
Będę wszędzie, wszędzie będę
Nawet, gdy mnie już...
Wszystko się powoli toczy.
Boże życie bywa piękne

Ulga

Mam dość tej udręki,
Mam dość już tej męki.
Nie chce pamiętać o tobie,
Dlatego coś sobie zrobię
O czym nikt się nie dowie…
To dobre chyba wyjście.
Tak myślę…
Bo nic już nie pomaga…
Nie zapomniałem…
Ciągle twą twarz pamiętałem
I nadal pamiętam…
I co zrobiłaś,
Jak mnie skrzywdziłaś…
Gdy sobie to robie
To na chwilę…
Nie myślę o tobie.
Pomaga mi w tym przyjaciółka nowa,
Która jest zawsze ulżyć gotowa.
Żyletka…
Gdy się przecinam,
Krew sobie płynie.
Cierpienie na chwile minie.
Nie myślę co się stało,
Co okropnego mnie spotkało.
Na chwilę wymazuję go z Ją.
Na chwilę nie istnieje człowiek owy.
Jest wspaniale…
Doskonale…
Ale potem rana piec zaczyna…
Ale potem wraca ona w moją pamięć
I mam ogromną chęć,
Aby znów to zrobić
I znów poczuć ulgę… bo warto…
Pewnego dnia…
Gdy się wreszcie odważę,
Na zawsze Ją z pamięci wymażę.
…………
To dziś, ten dzień,
Widzę śmierci cień.
Przybliża się do ucha
I mówi mi kostucha:
„Chodź ze mną.”
Krew sobie płynie…
Zasypiam powoli,
Już nic mnie nie boli.
Już nic nie czuję,
Mogę Jej wybaczyć,
Bo już mnie nie skrzywdzi…

niedziela, 13 lipca 2008

Kocham Cię....

Jesteś promieniem słońca, który świeci na niebie
Jesteś łąką wiosenną, po której biegnę do Ciebie
Jesteś wodą, która gasi zła ogień
Jesteś wiatrem, który podsyca mej miłości płomień
Jesteś szczęściem największym jakiego zaznać mogę
Jesteś światłem, które rozświetla mego życia drogę
I choć Tyle razy Ci to mówiłem, to i dziś powiem. Posłuchaj.
Kocham Cię Skarbie i zawsze będę Cię Kochał

Dla Bartusia

Z rodzącej wiosny siłą
rozgościłeś się okruszku
w sercach które drżały
z lęku o twoje życie
ty pokazałeś światu
maleńki człowieczku
o sile mocarza
jak cenne jest życie…



Kołysanki razem z wiatrem
do snu ci zanucę
z miłością w oczachbędę
patrzeć jak rośniesz
nauczę najprostszej modlitwy
pokażę najpiękniejsze
cuda przyrody …



Pozwolę biegać bosą
nóżką po zroszonej trawie
mrużyć oczka podczas burzy
poznać smak czereśni i malin
poczytam bajki
i najpiękniejsze wiersze
byś miał wrażliwą duszę
kiedy nie będziesz już
słodką kruszynką lecz
dorosłym wspaniałym mężczyzą...

Czy ktoś cię kiedyś zrozumie

zanurzyć stopy w rzece kwiatów
mieć w spojrzeniach
poziomkowy wiatr
uśmiechać się do
fioletowego deszczu
zawirować pomiędzy
soczystą trawą a plażą
pod błękitem
nieba odpocząć
z trelem skowronka
tuż przy uszach
zapomnieć się
i marzyć

Pytanie drugie

O obłędzie, który we mnie śpisz,
Jasne oczy swoje zamykasz,
W tajemnicy, gdzieś głęboko
w moim wnętrzu;

Lubisz ciszę moich snów,
kochasz spokój moich marzeń;
Codzienność dla ciebie jest absurdem;
Melancholią kolorujesz rzeczywistość,
łzami koisz złość;
Jesteś sobą,
a jednak zagubiony.

czwartek, 10 lipca 2008

erotycznie

Opuszkami dotyków wyrzeźbiłem kształt najpowabniejszych piersi,
ramiona jak konary rajskich drzew, biodra fale niespokojnego morza,
wiatr wpleciony między kosmykami słoneczno-księżycowych włosów,
tyle w nich dnia, tyle w nich nocy...

Tańczyłaś odziana w bieliznę rozpiętych oddechem żagli,
jak kołysanka morskich fal pędziłaś w otchłań świata wyobraźni,
a ja byłem zapachem połączonych niebios i błękitnych, nieskończonych przestrzeni.

Słuchałem, byłem echem najcichszych głosów, szeptów niesionych ponad czas,
byłem cząstką nieśmiertelności – rozbujałą, nieistniejącą rzeczywiście.
Jak różnoimienny byt doganiałem ciebie i traciłem jednocześnie.
Nadzieja tętniła we mnie galopem niepokornych, wolnych na zawsze mustangów.

Piłem krople burz lejące się przepychem z ciebie,
na wargach smak kobiecości wypalał i układał poezje, parzył rozkoszą,
której nigdy nie będę potrafił najpełniej wypowiedzieć.
Niosłem kosmyk, kształt błękitnego tiulu i płakałem.

Wejrzałaś w największą tajemnicę rozwartych szczerością źrenic,
nabrałaś miodu, skosztowałaś ze mnie...
Jednym gestem nadałaś skrzydła i pozwoliłaś, bym uleciał w motyle kwiaty ciszy.

Jedność była tak blisko, przepełniła wszystko,
nawet przeszłość, z której poznałem jaką ciebie pragnę.
Imię nadałem pięknu, zapatrzony w tę jedną chwilę,
która przetrwa, aż do końca świata.

Koncert żywiołów


Miejsca zajęte, wszystko przygotowane
dyrygent w ręku trzyma batutę.
Poszumem wiatru liście rozwiane,
deszcz zaczyna pierwszą nutę.
Najpierw powoli muzykę rozgrywa,
niesie po sali jej łagodne brzmienie.
Z ciszy, z otchłani dźwięki wyrywa
zaczyna migiem potężne grzmienie.
Grzmoty, pioruny niesie zza siebie,
zatacza wielkie koła wiatrzysko.
Ogromne chmury widnieją na niebie,
nagle ucichło wokoło wszystko...
Dyrygent zawiesił przed sobą batutę,
czeka aż wreszcie rozładuje spięcie,
lekko tylko potupuje butem,
zanim zacznie grać zawzięcie.
I niesie ogromne zniszczenia huragan,
walczy o każdy skrawek ziemi.
Nie wygrał ten co się z nim zmagał
lecz czy dyrygent coś zmieni?
Nagle energiczne dźwięki porusza,
muzyka radosna brzmi taktownie.
Czy to koniec burzy wymusza?
Czy też podtrzymuję ją niezłomnie?
Ale nadchodzi kres żywiołów,
dźwięki cichną i ustają...
Na polu walki siedem kolorów,
a na widowni owacje trwają...

Kim jesteś..?

Kim jesteś
piękna kobieto ?

Cichym szeptem wiatru
wymawiasz swe
bezdźwięczne imię
błądząc wśród
zaspanych nadziei
otwierasz je
by otoczyć świat
zapachem zieleni
niepowtarzalnej
w swej odmienności

Czasami nie pamiętając
przypadkiem zostawiasz
poranne krople rosy
które unoszą twoją
słodką woń
otwierających się
kolorów

Związujesz ręce
nieprzyjaznym mrozom
zimnych ludzi
doprowadzasz do wzruszeń
i znów przemijasz
by wrócić tu za rok

wtorek, 8 lipca 2008

Skrywane uczucia!

Nikt nie odgadnie moich myśli
Tak jak nikt mnie nigdy nie rozumiał
I chyba już nikt nie zrozumie
Skrywane uczucia nieodgadnione
Których niewypowiedziane echo
Moją duszę zatruwa
Rozpuszczają me serce jak kwas fosforowy
Wzrok mój mętnieje i nie chcę już patrzeć
Na rozkład mego ciała które skrywane uczucie rozwala
Choć nie miałem odwagi przyznać się do tego
Że zależało mi na tobie lecz teraz
Pozostał smutek i żal
I ta nostalgia za tym czasem
Co płakałem kiedyś, widząc twój uśmiech
Lecz to były sny bo tak naprawdę go nie było,
Nie było cię nigdy choć ja tak pragnąłem
Mieć przy sobie cię blisko być twoim aniołem
Ty wolałaś innego we mnie nic nie widziałaś
Chociaż byłem tak blisko ty mnie odrzuciłaś
Do dziś tego nie wiem ty mi już nie powiesz
Bo wszystko się skończyło z twym mrugnięciem powiek

Morał tego wiersza Mówmy zawsze o swoich uczuciach
I nie bójmy się odtrącenia, lepiej czasem być odtrąconym niż
Żyć niepewności i skrytości swoich marzeń i pragnień.
Choć ja tego jeszcze nie zrobiłem.

Jeszcze raz...

Jeszcze raz mnie dotknij
ten jeden, ostatni raz
chcę poczuć cię blisko
to jest właśnie nasz czas

Czas uniesień ulotnych
jak mgła wczesnym rankiem
tak...tu i teraz, kochanie
zachłyśnijmy się porankiem

Brzaskiem ciała muśnięte
i słońca gorącą pieszczotą
rosą błyśnięte
jak trawa jesienią złotą

Jeszcze raz mnie pocałuj
ten jeden, ostatni raz
bo bardzo pragnę cię
uwielbiam ten ogień w nas

I spłonąć chcę
w tym żaru miłosnym sadzie
w ramionach twych unosić się
włosy mieć rozsypane, w nieładzie

I ciebie chcę, więcej
wciąż więcej
nigdy nie mamy dosyć...
i wciąż jak owoce smakujemy siebie
och, tak...jak w niebie...

tak byś poczuła…

wejdę w twe ujście rzeki
spływaniem, gdzie fal
spienionych żywiołem
kochania

skąpać pragnienie
zmysłów rozkoszą, niczym
motyla skrzydeł
ci drgania

i tylko pchnięciem
końca sięganiu, co
żarliwości uczuć
spaleniem

tak byś poczuła
ogni pochodnie, które
rozejdą się w tobie
spełnieniem…

ciało czyli pornografia

Rozbieram się
Obnażam się
Dla CIEBIE

Guziczków napięty rząd
I jeden ruch
Bluzeczka niecierpliwie
Osuwa się na podłogę
Na brązowy dywan
Upstrzony twoją garderobą
Utkany przez zwinne ręce koronczarki
Staniczek
Koloru karmazynowych zasłon
Opina krągłość twych piersi
Podniecenie przelewa się przez staniczek
I wypływa cienką stróżką
Z pomiędzy gorących ud
Oddechem
Zapachem
Ciepłem
Otulam cie
Twe piersi naprężone
Staniczek opuszcza je
Cichym pacnięciem już daje znać
Że nie przeszkodzi
Mym dłoniom pieszczotę Ci dać
Języczkiem wilgotnym
Wśród piesi samotnym
Zwodze
Kusie
Drażnie
Smakuje Cię
ma dłoń
Gorąca
Dłoń zwinna
Wsuwa się pomiędzy
To co twoje
I to co stanowi Ciebie
By badać terytorium
Do tej chwili nie podbite
Mokre obce

Dwa ciała zwierasz
W jedno ociekające seksem
Z wysiłku drżące i wilgotne

Rysa na niebie

Błąkam się gdzieś samotnie wśród wspomnień
Wśród obaw i strachu
Jakby piękne kwiaty już nie rosły na tej łące..
Gdzieś wypisałem Twe imie na tym piachu,
W miejscu o którym powinienem zapomnieć...

Rzeka moich łez wciąż odbija Twoją twarz,
Delikatny głos zasiada gdzieś niczym ptak,
Wśród szumu tamtych drzew..
Śpiewa piosenkę swą,
Zabierając ze sobą Twój radosny śmiech..

Zapach delikatnych perfum dobiega do mnie spośród traw,
Zabiera na chwile i pyta o czas..
Jakby chcial odchodzić już..
Tak szybko, nie mówiąc kiedy pojawi się znów..

Uśmiechnięte oczy, które wylały morze łez
Wydają się wciąż na mnie patrzeć
Tak głęboko jakby śledziły myśli me..
Wskazały drogę mi, Ty wiesz
Powinienem.. zapomnieć by było łatwiej

Uśmiech ciepłego wiatru otacza mnie
Nie mówi nic lecz powiedzieć coś chce..
Jest tak pięknie jednak to się skończy
Jest rysa na tym błękitnym niebie
Gdy tylko otworze oczy
Nie będzie tam ze mną Ciebie..

Róża miłości

Natura przesączona swym pięknem przyrody,
Wydała na świat kwitnącą różę miłości,
Jest mą miłością , najdroższym skarbem tej ziemi.
Jej różowe płatki masują me usta , dając powiew świeżości,
Jej zielone łodyżki dotykają i pieszczą delikatnie me dłonie.


Jesteś różą miłości , mym natchnieniem do życia,
Jesteś różą miłości , oddechem i rytmem mego serca,
Twe złociste kolce napawają mnie dumą i sensem życia.
Kwitniesz w mych ramionach , sprawiasz mnie dojrzałym życia,
Karmisz me serce swą dobrocią i słodkim zapachem.


Twoja namiętność czaruje me ciało ze wszystkich stron,
Jesteś różą miłości , kojąca me pragnienie i duszę,
Twoja namiętność zmienia me wnętrze i otula ciepłem różowych dni,
Jesteś różą miłości , która daje rozkosz ponętnych pocałunków,
W blasku słonecznych poranków jesteś kolorową tęczą na niebie.


Natura przesączona świeżością krystalicznego deszczu,
Taki pełen ciepła, sprawia , że płynę po błękitnym obłoku ,
Wpadam na Twe różowe płatki, tryskające optymizmem od Boga.
Blask Twej korony oświetla właściwy kierunek mego życia,
To magiczna podróż do krainy słodkich i bajecznych snów.


Jesteś różą miłości , wypełniona oazą spokoju,
Pnąca z każdym dniem , stajesz się piękniejsza,
Kwitniesz szybko w mych utęsknionych oczach,.
O wschodzie i zachodzie każdego dnia oraz nocy myślę o Tobie,
Jesteś różą miłości , jedyna lśniąca w mym sercu.

Róża i ogrodnik w ogrodzie miłości

Róża się pochyliła...
Do Słońca co świeci samotnie jak gwiazdy
I w krople rosy jak cudowną sukienkę
Ubrała swe płatki

Słuchała jak wciąz mówi się o miłości...
Której nie było
I samotna jak podmuch letniego wiatru
Trwała w beznadziei
Wiosny,lata,jesieni
Bezgwiezdnej nocy i pochmurnych dni

Ktoś wreszcie zrozumiał uczucia
Jako ogrodnik co strzeże piękna
W ogrodzie miłości

Obsypał radością
I stał się nadzieją...

Osuszył krople co były łzami
Chwil które wniosły żal i smutek
Czterech pór roku
Codziennie uspakajał
Z lekkością poranka

Nie żądał wyjaśnień
Gładził bezbronne płatki
Bo wiedział jak potrzebuje miłości

Ona...
Zroszona deszczowymi kroplami
Jak muśnięciem
Nie tęskni
Kocha i rozumie po co była...
Beznadzieja

Ogrodniku,róża znów się pochyla
Jakby w stronę Nieba i Ziemi co wydała jej kwiat
Jakby chciała Tobie powiedzieć
Dobrze że jesteś

A może to jest jej taniec
Jak feniksa co z popiołu się odradza
A może przejaw wdzięczności
Za to że jest kobietą

Gdy jest dobrze i źle
gdy leże,wstaje,biegnę,szukam
to ciesze się że ją odnalazłam
to ona...
moja gwiazda
Nie zamienie jej na rzadką inną
bo ona jest najpiekniejsza
świeci najjaśniejszym światłem
jest najwidoczniejsza i najwspanialsza
pomimo burzy świeci na niebie
bo mnie wspiera w trudne dni
Gdy jednak kiedyś zagaśnie
ja nie zapomne jej-nigdy
wtedy powiem''nie martw się''
ja leżąc znajdę cię pośród tysiąca innych gwiazd.

Pokłóceni z namiętnością

Na niebie bezkresnym
wśród blasku poświaty
księżyc zza gwiazd
historie spisuje,
choć są ich tysiące
on szczętnie na kartach
piękne i smutne
równo traktuje.
Wie że gdy słońce
go rano przepędzi
biegu wydarzeń
już nic nie odmieni,
co mrok spowije
złotem rozjaśni
co było jasne,
srebrem zaciemni.
Wkrada więc promień
wśród cieni drzewa
żaluzje przenika
krojąc świat w paski,
w pokoju gdzie miłość
tak długo dojrzewa
promieniem sztuczne
odkrywa maski.
Gniewem zmęczone,
łzami zalane,
te co na gorzkich
słowach wyrosły
i te co powstały
w sennych marzeniach...,
śniegowe stokrotki,
zwodzone mosty.
Nie daje odejść
tym co tak blisko
a ciągle dalej
pragną uciekać,
odsłania ich serca
odkrywa ciała
chce im pokazać
to co ich czeka.
Niegodni kochać
jeśli nie pragną
miłości ku sobie
bez zrozumienia,
niewarci tego
co otrzymali
depcząc po drodze
cudze sumienia.
Lituje się jednak
nad losem smutnym
spisując epilog
niby to żartem,
poranek co mrugać
mu kazać zacznie
w namiętność zamieni
tę życia kartę...

piekne zauroczenie

moze to nie jest 1 milosc,ani duze zauroczenie
jednak jestes dla mnie jak najskrytsze marzenie.
gdy patrze na gwiazdy na niebie
ta jaslicznijsza przypomina mi wlasnie Ciebie
bo zawsze gdy spie
to o tobie snie
i marze jakie sa piekne oczka twoje
dla nich bije cale serce moje
mysle o tobie calymi dniami
snie calymi nocami
chcialbym byc przy tobie zawsze blisko
bo wtedy czuje ze mam wszystko
wiec badzmy blisko siebie
a bedzie nam jak w niebie
obiecalem kiedys sobie
ze zawsze bede wierny tylko tobie
dla mnie liczysz sie tylko ty kochanie
i kochac Cie nigdy nie przestane
o takiej dziewczynie jak ty od najmlodszych lat mi sie marzylo
gdy Cie pozanlem to to marzenie sie spelnilo
chcialbym byc z toba na wieki
i przygladac sie tobie dopuki by mi nie uschly powieki
jestes najcudowniejsza dziewczyna na caly swiat
nie bylo takiej juz od lat
dla mnie tylko ty sie liczysz i jestes dla mnie najwazniejsza
cudowniutka i najfajniejsza
czy jest dobrze czy nie
ja i Tak zawsze bede kochal Cie
walczyc jak tygrys o wtoje serce bede
dopuki tego serduszka niezdobede
walczyc bede ostro
to bedzie wiecej dla mnie znaczyc niz mistrzostwo
dla Ciebie bede kradl slonca blask
wezme Cie do nieba pelnego gwiazd
dla Ciebie wyjde na szczyt tatr
bo jestes tego wart
ubiore Ciebie pieknymi kwiatami
ozdobie blyszczocymi diamentami
za toba bym mogl isc bez konca
nawet w strone slonca
wyrwe najladniejsza roze
aby pokozac Ci jakie to uczucie jest duze

Powrót nadziei

Gdzieś....... kiedyś......
Żyła istota....żyła ?
Czy tylko istniała ?
Bo cóż to było za życie,
Życie pełne udręki i strachu.
Strachu o dziś o jutro o życie...
Sądziła, ze dobiegła kresu,
Ze tylko odejście w niebyt,
Zakończy udrękę.....
Jakże się wtedy myliła...
Bo stał się cud.....
Tam, gdzie się tego nie spodziewała,
Spotkała kogoś,
Kto przywrócił jej wiarę...
Wiarę w sens życia i miłość...
Miłość, w którą nie wierzyła
Bo nigdy nie zaznała jej piękna....
Nie było jej dane kochać i być kochaną...
Nie znała słów...miłość, kocham, pragnę i tęsknię...
Zapomniała co to jest radość i śmiech...
Prawie odeszła, tam... skąd nie ma powrotu...
I właśnie wtedy, zjawił się on...
Spłynął na ziemie niczym anioł...
Anioł życia i miłości.....
Zaufała mu bezgranicznie...
Powstała, jak Feniks z popiołów...
Narodziła się na nowo..
Każdy dzień, był inny od poprzedniego.
Pełen miłości, tęsknoty i pragnienia..
Zaczęła wierzyć, ze warto żyć...
Ze warto walczyć o własne szczęście,
Godność i jasną przyszłość...
A on....
On oddal jej swoje serce ..
I anielska dusze..
Zamykając sobie powrót do nieba...
Został z nią na zawsze,
Bo wie, że jej szczęście,
Jest i będzie także jego szczęściem...

Róża

To z tęsknoty do ciebie wyhodowałam te kwiatki
Znów dziś w nocy róża zakwitła w moim ogrodzie
Spójrz, nabrzmiałe jak od płaczu krwawe płatki
Krzyczą czerwienią jak to dziecko przy porodzie

Krople rosy drżą cierpliwie brzegu liści uczepione
Niczym łzy bezwstydnie dzwoniące pod powieką
I choć południowym ciepłym słońcem pokrzepione
Osuszane codziennością wieczorem wciąż solą pieką

I nie ma w świecie takiej miary, tylko okrutne kolce
Jak sterczące szpony samotności co ranią bez końca
Odmierzają bezlitośnie nieskończenie długie miesiące
I słyszę jak dyszy przestrzeń czasu nieludzko rycząca

W mroku nocy, bez świadków, w blasku księżyca
Zakwitła i jej kwitnienia nikt już nie powstrzyma
Wspina się na palce cudna, niczym młoda caryca
Z nadzieją, że aż do zimy tak udawać wytrzyma

ranisz

I gdybym tak mogł zatrzymac,
kilka tych chwil, gest, słow..
To jeszcze nie jedną łzą,
powrócimy tu znow…i będziemy już razem
Tak jak inne pary, obyś tylko pokochała me serce ,
bo wiem ze jestes wspaniała..

A JA otworze swe serce oddam Ci wszystko co moje…
nawet te łzy płaczace za Toba ,
zrozum…..
ja tak się boje…
lecz z każdym dniem wiecej…
wiecejj….
Słow wypowiedzianych….
Im dłużej rozmawiam z Toba….
Tym wiecej łez wylanych.

I może kiedyś uciekne…
z nadzieją ze mnie odnajdziesz
może pokochasz me serce…
i swą wiare odnajde..
A jeśli nie pokochasz..
To sprobuj chociaz zrozumiec..
Że serce które kocha ono płakac nie umie…

Choćbym nawet ze szczęścia
płakac zaczęł i szlochac…
to tylko dlatego że boje się Ciebie pokochac…
Być może czytając ten wiersz
kiedys cos wreszcie zrozumiesz
Być może ja zrozumie…
ze Ty mnie kochac nie umiesz…