W kwadratowym
świecie obijam się o ściany
Do wyjscia jeszcze chwila, ognistej odwagi
Za szklaną cisza życia,ciemnosc goi rany
Zwidy ,fatamorgana, omamy
Kaleczę słowem dobroc,wyrywam chwile ciepłe
Zalety tnę jak włosy,
do bólu nożami
Za horyzontem ogień palący świadomośc
A człekokształtne chmury niziutko nad nami
Spaczona rzeczywistośc tonąca w zawiści
Skrzywiony słup niebieski
mojej moralności
Kolejka myśli błędnych,z lewej strony lady
Samotnośc
wsród milionów,życie w samotności
Wyrwac sie choc na moment,czy zostac w tej pozie?
Polamac bezpowrotnie wszelkie konwenanse
Pomyśl dziś za mnie panie ,panie mój ,mój Boże
Ognikiem spraw człowieka,
niech we mnie nie
zaśnie

