Zaczęło się chyba od niczego,
Może od kruszyny wątłej,
Lub ziarenka tak bardzo małego,
Że pytasz – to z ręki Bożej?
Wzniecane wieloma uczuciami,
Szczęściem, smutkiem podlewane,
Nakrapiane uśmiechem i łzami,
Spełnia zadanie mu dane.
I miota się, i walczy niemało,
To krzyczy, to znów się śmieje,
Bo pragnie, by na wieki zostało,
By ktoś spisał jego dzieje.
Lecz każde z nich drżące jedna struną,
Zostawia ślad swój w pamięci,
Będący lecącej gwiazdy łuną,
Która swym sekretem nęci.

