niedziela, 10 sierpnia 2008

Nigdy więcej

Już żaden świt nie będzie tak piękny jak dawniej…
Już żadna modlitwa nie będzie tak pełna nadzieji…
Moje życie znów puste jak bańka,
Na powrót w gorzkie się zmieni.

Już żaden dzień nie będzie budził drżenia…
Już żaden uśmiech nie będzie taki szczery…
Już nigdy więcej nie spotkam spojrzenia,
Co od miesięcy mnie do snu tuli…

Już każdy zachód będzie zwykle szary…
Już każdy deszcz przeminie bez marzenia…
Już żaden gest nie będzie słupem wiary…
Wspomnienia zmienią się w mgielne wydarzenia…

I każda noc będzie nieprzespana…
I każdy dzień niespokojnie zdjęty…
I każdy wschód pełen oczekiwania…
A wokół chęć wiary w obłoku zaklętym…

Bo nie ma sensu więcej żyć w tym świecie…
Bo nie ma sensu walczyć i się zmagać…
Bo nie ma sensu sprzeciwiać się biedzie…
Gdy nie ma serce za kim tęsknić płakać…

Choć widać z daleka…
Choć jest gdzieś w otchłani
Serce człowieka
Co może nakarmić
Głód duszy…

Lecz to za daleko…
Za bardzo wciąż dzieli
Serca utwierdzone tak mocno w nadzieji.

Choć oba kochają,
Tak mocno, tak szczerze…
Choć oba drgają
Wytrwałe w wierze…

Choć oba na widok swój pragną słowa,
To miłość ściska im usta...
Choć obie na wielką ofiarę gotowe
Dusze,
To się nie uda.

Choć oba rozumieć spojrzenia potrafią
I jedno kochają.
Oszustwem się dławią.
To siebie nie znają.

Lecz serce stracone ratuje jedno:
Wiara, że po zachodzie
Słońce wzejdzie na pewno!